wtorek, 5 lutego 2013

Wymuskany tata. Egalitaryzm po poznańsku

Przed furtką zatrzymuje się wymuskane, perfekcyjnie czyste (mimo słoty), wielkie, czarne BMW. Szofer otwiera drzwi. Wysiada wysoki, wymuskany trzydziestokilkulatek. Starannie ułożona fryzura, piekielnie drogi płaszcz z delikatnej wełny, eleganckie spodnie, wyglansowane do granic kosztowne czarne półbuty.




Wraz z mężczyzną z limuzyny wysiada małe dziecko. Podchodzą do drzwi wejściowych, czekają chwilę aż ktoś w środku zareaguje na dzwonek domofonu. Idą korytarzem do szatni. Wymuskany mężczyzna roztacza zapach drogich perfum.
Nie, nie patrzy na innych z wyższością nowobogackiego chama. Raczej - z eleganckim dystansem zamożnego człowieka mającego świadomość/pewność własnej wartości. Za chwilę wyjdzie z budynku, wsiądzie do limuzyny, a szofer powiezie go wprost pod drzwi biurowca zarządu. A może ruszą w trasę do Warszawy? Pokonają ją w półtorej godziny, które mężczyzna spędzi nad papierami, rozważając kolejne miliardowe inwestycje albo zasadność międzynarodowego konsolidowania rynku.

Dziecko zostanie w budynku.
Rozpoczyna się kolejny dzień w największym w Poznaniu publicznym przedszkolu.
Stawka żywieniowa: 7 złotych.
Opłata za każdą rozpoczętą godzinę pobytu w przedszkolu po godzinie 13.00: 3,08 zł.
Opłaty za zajęcia dodatkowe.
Powiedzmy, że przeciętnie wychodzi jakieś 450 złotych miesięcznie.
Czasami panie przedszkolanki proszą o przyniesienie chusteczek higienicznych albo biletów na tramwaj...

Egalitaryzm po poznańsku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz