wtorek, 22 stycznia 2013

Poczta Polska, Kościół Katolicki. Jak przegrywać (?) na własne życzenie

Kościół Katolicki w Polsce i Poczta Polska znalazły się wspólnie, w tytule tego posta, nie bez powodu. 

Śmiem twierdzić, że obie instytucje, choć różnią się rodzajem świadczonych usług, mają podobny problem.

Mam odwagę o tym mówić i nie szczędzić smutno-krytycznych słów, jako że obie instytucje traktuję jako "moje" - Kościół z racji wiary, Pocztę - z racji narodowości.
Poczta Polska co prawda formalnie traci swój monopol na dostarczanie listów zwykłych (w ramach uwalniania rynku usług pocztowych), Kościół Katolicki - dla osób wierzących i ochrzczonych w obrządku rzymskim - ten monopol nadal utrzymuje ("nie ma zbawienia poza Kościołem"). Ale i to możemy pominąć. Sporo czasu minie zanim do każdego z mniejszych miast, miasteczek, wsi dotrą placówki i doręczyciele konkurentów PP - możemy więc mówić o niewątpliwie dominującej roli tego przedsiębiorstwa w kraju.

No i oprócz tego dyskusyjnego zastrzeżenia - same elementy wspólne:

- sieć tysięcy placówek i dziesiątków tysięcy pracowników zależnych od regionalnych dyrekcji i centralnego zarządu (kurie, episkopat),

- korespondujące z tym potężne problemy wynikające z niejednorodności personelu (pracowniczy uczciwi i nieuczciwi, rzetelni i leniwi, dokładni i bałaganiarze), 

- cierpienia wynikające z niesprawiedliwych stereotypów (nasz doręczyciel jest fajny, bardzo go lubimy, ale ogólnie "listonosze kradną i naciągają emerytów na końcówki świadczeń z ZUS";  nasz proboszcz jest sensowny, w porządku i żyje po bożemu, ale ogólnie "księża tylko kupują sobie nowe samochody i mają dziewczyny na boku"),

- trudność w realizowaniu narzucanych przez mądrych ludzi "w centrali" sensownych zaleceń i procedur (dla pocztowca z zapadłej dziury filozofująca ale i niezbędna dla kreowania zmian Misja Poczty Polskiej zapewne jest chorą abstrakcją, wymysłem "warszawki"; zadufany proboszcz z małego miasteczka na prowincji, należący do lokalnej elity, wie lepiej nie tylko od własnego biskupa, ale i całego Episkopatu),

- niejasny system finansowania (PP z ciągłym deficytem, postrzegana jako "przejadacz podatków"; KK - państwo de facto niezależne od systemu fiskalnego, postrzegane jako "niewiadomojaka strefa ekonomiczna"),

- znaczące kryzysy wizerunkowe, które obie instytucje zaliczyły w ostatnich latach i z którymi nie potrafiły sobie poradzić (skok na kasę szefów poczty z partyjnego nadania, niejasne sprawy przetargowe w PP, zamieszanie wokół komisji majątkowej Kościoła, skandale obyczajowe z udziałem księży, zaangażowanie Kościoła w politykę).

Spójrzmy, co robią obie instytucje w tej sytuacji...

Poczta:
- na lobbying wśród parlamentarzystów jest już za późno, mleko się wylało, mamy wolny rynek, trzeba walczyć, więc... walczy o klienta,
- zmienia procedury obsługi w placówkach (wiem, nie wierzycie w to, bo przyzwyczailiście się do tego, że "Poczta jest zła", ale naprawdę tak jest) - choćby szkolenia pracowników, udoskonalenia techniczno-informatyczne, 
- zaczyna dostrzegać odmienne potrzeby biznesu i e-marketingu uruchamiając oddzielne punkty obsługi z rozsądnym personelem (to na razie raczkuje, ale zaczyna działać),
- uruchamia nowe usługi, oparte na technologiach informatycznych (np. całkiem fajne kartki on-line),
- nie wstydzi się tych swoich nowych usług reklamować (patrz: spójna kampania tychże kartek on-line z Grzegorzem Halamą w roli głównej),
- odważnie odpala rebranding (nowe logo, nowa strona internetowa - od 23.01, nowa CI w placówkach).



Kościół:
- co prawda nie musi walczyć o zachowanie swojego nadanego przykazaniami kościelnymi monopolu, ale i niewiele robi by przekonać do siebie "młodych użytkowników", którzy mogliby zasilić grono najpoważniejszej grupy "dorosłych, świadomych konsumentów", a co za tym idzie - zapewnić jej stabilne trwanie, bez ryzyka marginalizacji.

Trudno mi to zrozumieć. Skoro Kościół, instytucja z tak dużym stażem i tak gigantycznym bagażem doświadczeń, potrafiła zmienić sposób komunikowania się z wiernymi, wyczuwając zmianę w społecznym i psychologicznym profilu człowieka XX wieku (reformy Soboru Watykańskiego II), to dlaczego nie chce przyjąć do wiadomości, że do człowieka XXI wieku, żyjącego w takich a nie innych czasach, człowieka o takiej a nie innej świadomości świata, warto jednak mówić współczesnym językiem? 

Dziwię się tym bardziej, że zdecydowaną większość najboleśniejszych zarzutów kierowanych wobec Kościoła (sprawy majątkowe, skandale obyczajowe, sprawy kryminalne z udziałem funkcjonariuszy Kościoła) można bez najmniejszego problemu "odbić" prostym wyjaśnieniem, prostym porównaniem, odwołaniem się do zdrowego rozsądku, podaniem faktów. Elementarz PR i to bez cienia PR-owskiej manipulacji!
Co więcej - Kościół dysponuje doskonale rozwiniętymi kanałami komunikacji, więc dotarcie z własnym przekazem do własnych, zidentyfikowanych i emocjonalnie związanych "klientów", to nic trudnego. Tymczasem - zamiast sensownie i spokojnie odpowiedzieć, wybijając przeciwnikom i wątpiącym oręż z ręki - zamyka się w baszcie obronnej głośno krzycząc (również w kierunku własnych wątpiących członków) "atakują nas! jak mogą?!".

Mogę się tylko domyślać, że Kościół brzydzi się metodami marketingowymi uważając, iż "wiara obroni się sama". 
Bez wątpienia. 
Wiara w Boga - z pewnością się obroni. Ale czy Kościół?
Wyniki badań społecznych przeprowadzanych wśród polskich katolików każą w to wątpić. "Wierzę, ale to co robią funkcjonariusze Kościoła, bardzo mi przeszkadza, przez to oddalam się od tej instytucji albo już w ogóle jej unikam" - to często powtarzana opinia. 
Hierarchowie to mądrzy ludzie. Na pewno przeglądali wyniki tych badań...

Poczta Polska i Kościół Katolicki są w dokładnie tej samej, nieciekawej sytuacji. 
Nie ma się co łudzić - kradnącego potajemnie listonosza albo leniwej pani w okienku nikt nie zwolni i nie nawróci; otyły proboszcz alkoholik nie interesujący się parafianami nadal będzie się obżerał, opijał i lekceważył potrzeby swoich owieczek. Takich rzeczy nie da się zmienić z dnia na dzień.

Poczta Polska wydaje się być zdeterminowana. Próbuje nie stracić reszty swoich klientów, ucieka do przodu. Kościół chyba nawet nie chce potrafić ze swoimi "klientami" rozmawiać...

Obym się mylił.



4 komentarze:

  1. Dawno nie czytałam czegoś tak dobrze obiektywnego,a za razem prawdziwego gratuluje P.artykułu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe zestawienie! Warto wyciągnąć z niego zapewne głębsze wnioski. Wbrew pozorom bowiem sytuacja PP i KRK jest podobna "objawowo" ale nie "genetycznie". Poczta ma dostarczać swoim klientom listy i paczki - to jej oczywiste powołanie. Kłopoty PP wzięły się stąd, że to powołanie w pewnym momencie przestała sprawnie realizować (pomińmy szczegóły). Powołaniem kościoła (kościoła powołanego do życia przez Jezusa) było i jest budowanie nawzajem jego członków, wspólne oddawanie czci Bogu, składanie świadectwa wiary a przede wszystkim głoszenie ewangelii. Kościół katolicki, który "wyewoluował" z pierwotnego kościoła, powołanego przez Jezusa,od samego początku swego istnienia nie spełniał tego powołania. To, że kryzys dopada go dopiero teraz wynika z rewolucji informatycznej (m.in. dostępności Biblii, materiałów egzegetycznych i historycznych najkrócej mówiąc), światopoglądowej i mentalnej. KRK obiektywnie patrząc powinien upaść już dawno, istnieje jedynie dzięki brakowi dostępu do Biblii przez długie wieki, brakowi nawyku konfrontowania tego, co się słyszy "z ambon" ze Słowem Bożym, presji społecznej i obyczajowości, ludowej głównie. I jak wiemy ze Słowa Bożego będzie istniał do końca dni, choć być może wyewoluuje w coś jeszcze innego (co zresztą już się dzieje w sposób, którego jego "wierni" nie chcą zauważać). Pozdrawiam i zachęcam do uważnej lektury Biblii.
    J.Wierzchołowski

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa wypowiedz.

    OdpowiedzUsuń