piątek, 22 lutego 2013

Józef Klimczewski. Milicjant roku

Naczelnik poznańskiej drogówki Józef Klimczewski wypowiedział wojnę pieszym. Klimczewski jest słynny na całą Polskę ze swoich częstych występów telewizyjnych (złośliwi mówią, że niekiedy na jego życzenie pomoc drogowa, dla zachowania dobrej scenografii, czekała z posprzątaniem rozbitych aut).

Teraz zagroził, że policjanci będą srogo karać osoby przechodzące na czerwonym. Oczywiście, chodzi o bezpieczeństwo. Oczywiście - pieszych. Tak przynajmniej twierdzi naczelnik.


A mnie to smuci. Po uruchomieniu radarowych represji mamy kolejną grupę "ofiar", które - miast jednoczyć się z innymi w walce z idiotami stwarzającymi realne zagrożenie na drodze - będą jednoczyć się z... idiotami, w walce z... milicją. Bo tonu p. naczelnika nie można odebrać inaczej jak "milicyjny".




Za komuny był milicjant = "Pan Władza". Polityczny kontekst sprawiał, że milicjanci byli nielubiani.
Potem zaczęło się zmieniać. Milicja stała się policją, represyjność została zastąpiona przez opiekuńczość. W Poznaniu była uosabiana przez wąsatego aspiranta Wojciecha Głuszaka. Dudniący basem Głuszak z drogówki starał się być takim "sprawiedliwym ojcem", prostym policyjnym językiem tłumaczącym w mediach - dlaczego należy potępiać pijanych kierowców, wariatów na motocyklach, nieodpowiedzialnych kierowców TIR-ów itd. itp.

Głuszak-swojak po odejściu z policji znalazł ciepłą posadkę w Straży Miejskiej (wielu podoficerów i oficerów policji  właśnie tam dorabia sobie do wcześniejszej mundurowej emerytury), a w mediach zaczął pojawiać się naczelnik Klimczewski. A nawet nie tyle "pojawiać się", co "nie znikać"...
On już nie jest "jednym z nas" (np. kierowcą, tyle że w mundurze). On jest nauczycielem, albo inaczej - "wiedzącym lepiej" policjantem. Pardon - milicjantem...

Milicjantem, który skutecznie niweczy zabiegi swoich kolegów z połowy lat 90. Tamta policja miała swoje wczesnokapitalistyczne grzeszki (pamiętacie patologię sponsoringu i aferę "Korupcja w policji poznańskiej"?), ale i próbowała zmienić nasze (kierowców) nastawienie. Naszym wrogiem nie był już stójkowy. Naszym wrogiem stał się pijak za kółkiem. Albo ktoś pędzący 150 km/h przez miasto.

Jaki jest efekt radarowej łapanki i klimczewskiej nagonki na pieszych?
Mam wrażenie, że taki:
- wrzuca się nas do jednego worka (i pijanych kierowców, i świrów urządzających w mieście wyścigi i statecznych mieszczan przekraczających dozwolone 50 km/h na szybkiej śródmiejskiej arterii i studenta przechodzącego na czerwonym przez pustą ulicę),
- ponieważ wszyscy są w jednym worku, te "prawdziwe" grzechy nie szokują już tak bardzo,
- ponieważ wszyscy są w jednym worku - stateczny mieszczanin zamiast jednoczyć się z policjantem przeciwko pijanemu kierowcy, mimowolnie zjednoczy się z pijanym kierowcą przeciwko policjantowi...

Obawiam się więc, że:
- masowo karani kierowcy będą szukali sposobów oszukania (przekupienia) policjantów albo ominięcia prawa,
- masowo karani kierowcy nie skupią się na rozsądnym jeżdżeniu, a na unikaniu kary,
- masowo karani kierowcy, zamiast potępiać wariatów, będą ich ostrzegać przed polującymi patrolami.

Na pewno o to chodziło?
Panie Naczelniku, już teraz, z pełnym przekonaniem, honoruję Pana tytułem MILICJANTA ROKU.


PS. I jeszcze jedno pytanie.
Panie Naczelniku, od ponad dziesięciu lat mieszkam na Starym Mieście. W odległości 20 i 45 m. od mojego domu są dwa przejścia dla pieszych (bez sygnalizacji) - oba na dwupasmowych, jednokierunkowych ulicach. W obu miejscach nie tylko permanentnie lekceważone jest ograniczenie prędkości (w tym miejscu naprawdę uzasadnione) i w obu miejscach regularnie kierowcy omijają samochody zatrzymujące się przed przejściem dla pieszych. W kodeksie - to jedno z najpoważniejszych wykroczeń (chyba od razu 10 pkt karnych).

Deklaruje Pan, że zależy Panu na bezpieczeństwie pieszych. Skoro tak, to proszę powiedzieć - ile razy wysłał pan na te dwa przejścia swoich podwładnych - żeby wlepili kilka słonych mandatów, punktów, a jednocześnie - zwiększyli szanse na przeżycie pieszym???
Ja sobie nie przypominam...


3 komentarze:

  1. "Oczywiście, chodzi o bezpieczeństwo. Oczywiście - pieszych. Tak przynajmniej twierdzi naczelnik"
    Bezwstydna menda społeczna - pod płaszczykiem "bezpieczeństwa" łupić i tak już łupionych, ogłupianych, oszukiwanych, grabionych na potęgę obywateli. Ty facet naprawdę wstydu nie masz! Stań ffffrajerze przed lutrem i powiedz: JESTEM ZEREM!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lepiej nic nie mów, bo ci jeszcze ta tych pasach światła czerwone zrobią, więc pierwszeństwo ostatnie zabiorą i zamiast czekać, nawet puszczając auta, te 20 sekund na pustkę na jezdni, będziesz czekać 90 sekund czerwonego na 10 sekund zielonego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie - Klimczewski w porozumieniu z ztmem zaraz Ci tam światła postawi i patrol wyśle, dla Twojego bezpieczeństwa.

    Sytuacja łapanek w mieście jest skrajnie żenująca. Nie potrafię przelać swojego zażenowania i jednocześnie złości na papier, żeby dobrze oddać to co czuję. To jest po prostu ku#$@#$ski wstyd, żeby w tak prymitywny sposób żerować na społeczeństwu.

    OdpowiedzUsuń