środa, 29 sierpnia 2012

Takich Niemców nie lubimy. Takich Niemców się boimy.

Notka na okładce zapowiadała coś ciekawego. Zakazana strefa na pograniczu ukraińsko-białoruskim, miejsce największej katastrofy jądrowej w historii globu, musi budzić zainteresowanie. A ktoś, kto pamięta ówczesną panikę, która ogarnęła praktycznie całą Europę, nie może obok przejść obojętnie. Jak się tam żyje, jakie ślady w psychice tambylców zostawiły wydarzenia z 1986 roku, co z napromieniowanymi dziesiątkami kilometrów kwadratowych mają zamiar zrobić rządy obu krajów?

No to zaczynamy. Niestety, z każdą przewróconą stroną rośnie zaskoczenie. I przekonanie - całe szczęście, że nie wszyscy Niemcy tacy są.





Wyjaśniam - temat Czarnobyla i Prypeci (miasta, w którym mieszkali pracownicy czarnobylskiej elektrowni) wzięła na warsztat niemiecka reporterka. Jak wynika z kontekstu - mentalne dziecko studenckiej rewolucji roku 1968, mentalne dziecko ekologicznych ruchów lat 80, obserwator niezdrowo zafascynowany "dzikimi".

Niestety, Merle Hilbk perfekcyjnie dopasowuje się do stereotypu niemieckiego Übermenscha - lepiej wykształconego, mądrzej żyjącego, zdrowiej jedzącego, wiedzącego lepiej, na innych patrzącego z (w najlepszym wypadku) nieszczerym współczuciem, a ich zwyczaje i ich tradycje przyjmującego z (w najlepszym wypadku) niechętnym niezrozumieniem. Tak więc wschodnioeuropejscy bohaterowie jej książki to właśnie tacy "dzicy" - nieprzytomni od alkoholu (którym nie potrafią posługiwać się odpowiedzialnie), pazerni, nieuczciwi, nieporządni, nieszczerzy, ubrani w perkalowe łaszki.

To tylko pozornie książka o losach mieszkańców Ukrainy i Białorusi, ciężko doświadczonych (i wciąż doświadczanych) Katastrofą. Oni są jedynie tłem, garścią egzotyki, dorzuconej by wywołać efekt "O BOŻE!". To przede wszystkim germanocentryczna opowieść o (naj)lepszych Niemcach: odważnie stawiających czoła dziwacznym ludziom z niezrozumiałych krajów. W dodatku opowieść kiepsko zdokumentowana, napisana fatalnie, na poziomie reporterskiej podstawówki.

Bardzo przykre. Zwłaszcza we współczesnej Europie, która dość sprawnie zasypuje rowy (przeciwczołgowe) między narodami. Młodzi ludzie na szczęście nie są obarczeni tym ciężarem, dla nieco starszych (jak widać) to obciążenie ma charakter dożywotni.

Nie polecam. No chyba, że ktoś chce przestraszyć się Niemca z najgorszego antyniemieckiego stereotypu eksponującego najpaskudniejsze domniemane uniwersalne cechy charakteru tej nacji.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz