środa, 18 lipca 2012

Może zapłacę. Ale na pewno nie każdemu

Stało się. Koniec darmowego internetu. Nie będzie informacji za free, nie będzie swobodnego dostępu do publicystyki. Nie powiesz już "nie kupuję gazet", wystarczy mi poranny rzut oka na monitor albo wyświetlacz komórki. Doniesienia o systemie płatności PIANO, który (głównie na skutek skali, czyli ilości objętych nim internetowych serwisów) wprowadzi na polski rynek zwyczaj płacenia za wartościowe treści, wywołały prawdziwą burzę.



1. Wcześniej czy później musiało do tego dojść. Tak jak nie ma darmowych obiadów, tak nie ma powszechnego zwyczaju rozdawania czegoś, czego zdobycie (wyprodukowanie, przygotowanie) kosztowało. Wiadomo - utrzymanie redakcji, honoraria dziennikarzy, fotografików to ewidentny koszt. Ktoś  go musi ponieść.

2. To sprawiedliwa relacja. Ale i korzystna - dla odbiorców treści. Bo faktem jest, że to co za darmo - często pozostawia wiele do życzenia, jeżeli chodzi o jakość. Chcesz kupić samochód? Raczej wybierzesz Opla czy Toyotę, a nie indyjskiego Tata. Potrzebujesz wiarygodnych, sprawdzonych informacji - zapłać.

3. Pojawiały się już pierwsze jaskółki. Np. Rzeczpospolita kazała(każe) sobie płacić za dostęp do swoich materiałów. Jednak PIANO to zupełnie co innego. Bo w tym wypadku chodzi również o treści "normalne", a nie specjalistyczne (np. prawne czy ekonomiczne). Poza tym - przy jednostkowych przypadkach płatnych serwisów mogliśmy uciec do darmowej konkurencji. Teraz okazuje się, że tej konkurencji ubędzie. Czyli - chcąc nie chcąc - będziemy musieli płacić.

4. Wprowadzenie opłat powinno pomóc w podniesieniu średniego poziomu publikacji. Na zasadzie - klient płaci, klient wymaga. Jeżeli będzie niezadowolony - zagłosuje nogami...

Tyle teoria. A co z praktyką?

Co - moim zdaniem - w branży tzw. poważnych mediów (zajmujących się poważnymi sprawami a nie dupą Maryni) oznacza przejście do "sektora płatnego" tych znaczących serwisów?

- To, że odpadnie wielu "czytelników-pasożytów", czyli osób które od informacji nie są uzależnione, a czytają, bo jest za darmo.

- To, że na zasadzie reakcji zablokowane treści pojawią się w alternatywnych, oczywiście nielegalnych, kanałach dystrybucji, z którymi walka będzie baaardzo poważnym wyzwaniem dla wydawców i samego operatora (Piano). A nielegalne kanały pojawią się, bo będzie popyt na treści - przyzwyczajeni do niepłacenia czytelnicy nie odpuszczą tak łatwo.

- To, że projekt absolutnie nie powiedzie się w przypadku mniejszych serwisów, o tematyce ogólnej i lokalnym zasięgu. Po prostu nie zarobią, a stracą dotychczasowych czytelników.
Bo cóż z tego, że użytkownik będzie miał do wszystkich serwisów objętych Piano dostęp za ryczałtową opłatą, skoro później i tak operator będzie przekazywał poszczególnym wydawcom przychody proporcjonalne do zarejestrowanego ruchu czytelników? W efekcie - Gazeta Olsztyńska nie ma najmniejszych szans z wyborcza.pl.

- To, że zarobią (nieco więcej) duzi wydawcy.

- To, że nie poprawi się jakość publikacji wydawców. Wyposzczona gorszymi latami Agora nie będzie sobie przecież zwiększała kosztów (czyli nie będzie płaciła lepszym autorom), tylko pozostanie przy stażystach i gimnazjalistach - by wzrost przychodu był tożsamy ze wzrostem zysku. Bo wierni (czytaj - uzależnieni od informacji) czytelnicy i tak wykupią dostęp.
Niestety - nie łudźmy się, że poprawi się poziom mediów, stosowany w nich język, strategia wydawców...

- To, że straci branża reklamowa i zyska... Google.
Wydawcy - na osłodę wykasowanym czytelnikom - odciążą trochę swoje serwisy i zniknie sporo reklamowego śmiecia. Jednak ceny nośników reklamowych pozostaną bez zmian (więcej rynek nie wytrzyma). Może więc - idąc tropem myślenia potencjalnego klienta szukającego w Sieci konkretnych dóbr i usług dla siebie - reklamodawcy większe budżety przeznaczą na SEM? (właśnie, na linki sponsorowane, a nie pozycjonowanie - bo z pozycjonowaniem Google w obronie własnych interesów walczy jak się da)...

- To, że precedens ten jednak otworzy drzwi innym usługom internetowym, o których otaksowaniu jeszcze nikt dotąd nie myślał (bo się bał).

Macie więc otwarte drzwi... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz