czwartek, 28 czerwca 2012

Bal szóstoklasistów. Wspaniała młodzież

Skoro absolwenci szkół średnich oraz uczelni mogą mieć swoje bale, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby balowali również kończący podstawówkę szóstoklasiści. Za moment będą kotami w swoich gimnazjach, ale wcześniej - jeszcze pokażą się w starej szkole, na dyskotece, szumnie nazwanej Balem Szóstoklasistów. Z sukniami, fryzurami i... polonezem inicjującym 4-godzinną zabawę.

Od razu mówię - jestem zachwycony.
Zachwyciły mnie muzyczne kompetencje 13-latków. Dotąd bezkrytycznie podpisywałem się pod stereotypową opinią, że "młodsza młodzież" jest głównym klientem najmarniejszych gwiazdek dance, artystów jednego sezonu. Klientem ogłupionym przez Vivy, MTV etc.

Odszczekuję.

Dzieci (muszę użyć tego słowa, bo o ile 13-letnie dziewczęta to już prawie kobiety, to chłopcy są jeszcze chłopcami) z entuzjazmem i dużym znawstwem witały to co (całkiem przyzwoicie) proponował DJ. Oczywiście, nie zabrakło czołówki list przebojów (np. Maroon 5 z piosenką o kręceniu tyłkiem przez Jaggera), nie zabrakło wysokobudżetowego popu (Shakira, trochę na fali powrotu do dawnych piłkarskich przebojów z "Waka waka"), ale...

...no właśnie.
Radość w sercu wzbudziło powszechne poruszenie i zerwanie się dzieci z ławek (na ławkach były talerzyki z ciastkami) i bieg na "parkiet", żeby poskakać do "Autystycznego" Luxtorpedy. Hit Litzy i Hansa porwał nie tylko chłopaka w czarnym t-shircie z napisem Luxtorpeda (wiadomo!), ale również wymalowane 13-latki w quasi-weselnych sukienkach, w butach na obcasach.

Ale największy szok przeżyłem, kiedy DJ zapuścił "Hit The Road Jack" w wersji Raya Charlesa z początku lat 60 ubiegłego wieku (żaden współczesny cover!). Tłum szóstoklasistów wydzierał się w refrenie "no more, no more, no more, no more".

Nie jest ważne - co mieli na myśli.
Ważne, że znali.
Szacunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz