piątek, 13 marca 2015

Mademoiselle Carmel. Będzie sukces

Takie wieczory lubię. Iść z ciekawości na koncert zespołu, do którego niedawno przystąpił kolega i... zorientować się, że kolega przystąpił do bardzo dobrego zespołu. Właściwie zespołu skazanego na sukces.

Za trzy lata Mademoiselle Carmel & The Zebras będą na topie. Są skazani na sukces. Artystyczny i (jeżeli będzie więcej po polsku) komercyjny.

Bo jeżeli charyzmatyczną wokalistkę w pidżamie w gwiazdy, pięknie interpretującą fajne piosenki, wspiera grupa dobrych muzyków, inaczej być nie może.


Mademoiselle Carmel (oczywiście pseudonim artystyczny), przeurocza okrągła mulatka o bardzo fajnym, ciepłym, matowym głosie, na scenie eksploduje naturalną energią i zaraża słuchaczy optymizmem. Wybuchowe połączenie, które każdemu największemu ponurakowi (jak ja) wywołuje na twarzy uśmiech. Bardzo zgrabne, zdystansowane teksty piosenek, fajna muzyka.

Do tego świetna sekcja rytmiczna z bardzo kompetentnym gitarzystą, ciekawe partie klawiszy z cyfrowego akordeonu i smaczki z perkusjonaliów.




A najlepsze jest to, że ten wakacyjny (bo to głównie takie słoneczne, optymistyczne pop-reggae) repertuar równie dobrze zabrzmi w tym wykonaniu w klubie wśród wymagających słuchaczy, jak i na festynie z okazji Dnia Miasteczka.

Słowem - sukces murowany. Już teraz gratuluję.
I polecam.
Pamiętajcie - Mademoiselle Carmel. Fajna dziewczyna w gwiaździstej pidżamie.


(foto: ukradłem z facebookowego profilu Mademoiselle Carmel)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz