czwartek, 8 sierpnia 2013

Hitlerowcy byli potworami... lepszymi od Sowietów. A wydawnictwo zmarnowało okazję

Kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jak zwykle wywołała temat tragicznego zrywu na pierwsze strony gazet, czołówki dzienników i (coraz częściej) strony główne serwisów internetowych, honorowe miejsca na blogach i walle wielu użytkowników Facebooka.

Wydawnictwo Rebis natomiast wstrzeliło się dokładnie w datę rocznicy wybuchu Powstania książką Piotra Zychowicza "Obłęd '44". Autor ten zasłynął swego czasu rozważaniami opcji (upraszczając) sojuszu II RP z nazistowskimi Niemcami przełomu lat 30 i 40 ubiegłego wieku. Chodziło oczywiście o sojusz przeciwko bolszewikom.
Zychowicz idąc za ciosem, w ślad za obrazoburczą (no bo przecież z mlekiem matki wyssaliśmy nienawiść do Hitlera) analizą "Pakt Ribbentrop-Beck", postanowił poruszyć Polaków bardzo mocną tezą o zdradzie, której dopuścić się mieli jego zdaniem dowódcy Armii Krajowej (decydujący o rozpoczęciu Powstania) i wspierający ich działania ówczesny premier Stanisław Mikołajczyk.
Oprócz lidera ludowców autor skrupulatnie wylicza winy Tadeusza Bora-Komorowskiego, Antoniego Chruściela czy mającego krew tysięcy mieszkańców Warszawy na rękach Leopolda Okulickiego (jemu dostaje się najbardziej). O legendarnym (wielbionym do dzisiaj) przywódcy AK Zychowicz pisze ze słabo udawanym współczuciem (podnosząc choćby kwestię alkoholizmu "Niedźwiadka"), sugerując bolszewicko-agenturalny charakter działalności Okulickiego.




Właściwie jest to główna teza "Obłędu '44". Powstanie Warszawskie zostało sprowokowane przez NKWD (zręcznie operujące agenturą, propagandą i skutecznie grające na ambicjach poszczególnych dowódców polskiego wojska), a ostateczną decyzję podjęli kompletnie nieodpowiedzialni oficerowie, nie mający żadnego doświadczenia politycznego czy dyplomatycznego.
Liczyli na pomoc aliantów, liczyli na wsparcie armii sowieckiej i dobrą wolę Stalina, w niepamięć puszczając 17 września 1939, wywózki, represje i mord w Katyniu. A podejmując decyzję o wszczęciu Powstania skazali na śmierć 200 tysięcy mieszkańców miasta. "Polacy zrobili prezent Stalinowi" - to podtytuł książki.

Trzeba było po cichu dogadać się z Niemcami, nie przeszkadzając im w walkach z nacierającą Armią Czerwoną, a w chwili gdy front przetaczał się przez Mazowsze - cicho siedzieć. By ocalić bezcenną tkankę społeczną i nie dopuścić do zrównania z ziemią Warszawy, serca Polski. A potem, w odpowiednim momencie, walczyć już o prawdziwie wolną (od Rosjan) Polskę. Z bolszewikami, u boku wojsk zachodnich, w czasie ewentualnej III wojny światowej.
Tak twierdzi Piotr Zychowicz, odwołując się do pozycji obszernej bibliogafii, cytując naukowców, pisarzy, polityków czy żołnierzy.

Pisze wartko i nietrudno dać się porwać tej narracji, nawet nie zważając na liczne powtórzenia i ostinatowy rytm powtarzających się oskarżeń, twardych zarzutów i jednoznacznych (zdaniem autora) faktów. Pisze z publicystycznym żarem.

No właśnie. Zychowicza przedstawia się jako "publicystę historycznego", co jest ładnie brzmiącym, a jednocześnie nieco mylącym, epitetem. Nie jest więc autor ani publicystą (bo od przeciętnego felietonisty znającego się na wszystkim i na niczym różni się poziomem specjalistycznej wiedzy), ani naukowcem-historykiem (bo, choć posługuje się podobnym warsztatem, nie potrafi wystarczająco obiektywnie ważyć różnych argumentów, rezygnując z chłodnej analizy na rzecz emocjonalnego komentarza).

Co nie zmienia faktu, że z książką "Obłęd '44" warto się zapoznać. Również po to, żeby przekonać się, jak ta niestereotypowa opowieść o ważnym elemencie naszej historii, została... zmarnowana.

Na okładce książki Zychowicza umieszczono adres dedykowanego tematowi serwisu internetowego (www.obled44.pl). Dobry pomysł - pomyślałem, licząc na znalezienie pod tym adresem bazy wiedzy będącej poszerzeniem zarysowanych w tekście książki materiałów i licząc na znalezienie forum dyskusyjnego pasjonatów historii (amatorów i zawodowców).

Mógł serwis www.obled44.pl stać się interesującym (dla wszystkich - niezależnie od ich poglądów nt akcji "Burza" i Powstania Warszawskiego) miejscem wymiany poglądów, będąc jednocześnie dobrym narzędziem promocyjnym autora, wyłamującego się z mainstreamu.

Otrzymaliśmy nudny serwis promocyjny, z powtórzeniem notatek, które każdy może sobie przeczytać na stronach dowolnej księgarni internetowej.

Szkoda. Skoro powiedzieli A, należało iść za ciosem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz