czwartek, 20 grudnia 2012

Michał Witkowski w kropce. Czyli: (nie)przezorność (nie)popłaca.

Informacja o tym, że ważą się losy wydawnictwa Weltbild Polska vel Świat Książki pojawiła się dość nagle na łamach prasy i dość szybko z nich zniknęła. Zainteresowała branżę, wyraźnie podniecając inne koncerny medialne szukające w kryzysie swojej drogi (np. Agorę). Natomiast czytelników jakoś specjalnie ten news (przecież to okres przedświąteczny i w dodatku zbliżający się koniec świata) nie poruszył.
Mnie też by nie poruszył, gdyby nie komentarz Michała Witkowskiego, tyleż odważnego obyczajowo, co zdolnego, pisarza...


Witkowski jakiś czas temu podpisał wieloletni kontrakt z wydawnictwem Świat Książki. Jego powieści faktycznie były solidnie wydawane, dobrze promowane, a to, w połączeniu z talentem autora, stanowiło o jego sukcesie rynkowym.
Ale sprawa skomplikowała się w momencie, gdy Świat Książki zaczął zmierzać ku niemieckiemu wzorcowi i sprzedawać książki razem z innymi przedmiotami przydatnymi w domu (dekoracje, domowe gadżety i sprzęty, kosmetyki itd.). To już mogło się nie podobać.

A już zapowiedź sprzedaży wydawnictwa bliżej nieokreślonemu inwestorowi Witkowskiego wyraźnie przeraziła. Napisał na Facebooku:


Trudno się dziwić. Autor ma swoją markę, wyrobione nazwisko. I dla tego nazwiska pojawianie się w niezbyt prestiżowym kontekście musi być bolesne. Tym bardziej, że sprawa będzie chyba dość trudna do odkręcenia...
W dodatku Witkowski, teraz już w przykry sposób doświadczony, niejako "z góry" boi się o ten następny kontekst. Czy aby jego pedalska proza (sam lubuje się określeniu "pedał", więc tylko powtarzam) będzie odpowiednio promowana przez "nowego" wydawcę, który dostanie ją z całym dobrodziejstwem inwentarza?



Z tego co napisali w swoich komentarzach fani Witkowskiego, wynika, że mleko wylało się już dawno i księgarnia Świat Książki/Weltbild już dawno przestała być księgarnią, a stała się sklepem. Michał Witkowski może to już widział, a może żył w błogiej nieświadomości.
Wydaje się jednak, że teraz... dojrzał. Zrozumiał, że to inne czasy. Że wszystko można sprzedać i wszystko można kupić, a podpisanie umowy na dobrych warunkach może być początkiem kłopotów. Wizerunkowych, promocyjnych, biznesowych.

Swoją drogą to ciekawa sprawa. Tyle mówi się o spadku czytelnictwa, o zmianie modelu konsumpcji kultury, o ewoluującym biznesie wydawniczym, o weryfikacji filozofii działania firm obracających wytworem talentu autorów, że... niczego nie można być pewnym.
Jasne, Witkowski ryzykował podpisując kontrakt, bo kierunek jaki obrał Świat Książki był do przewidzenia. Ale czy inne, ambitne, "typowo literackie" wydawnictwa, nie będą musiały kiedyś zmienić filozofii? Nie będą musiały wykonać jakiegoś zaskakującego manewru biznesowego? Czy nie zostaną wchłonięte przez jakiegoś krajowego albo globalnego molocha, dla którego książki są jedynie ułamkiem działalności?

Witkowski już może pisać o sobie "twórca, ofiara kapitalizmu". Za nim pójdą, narzekając, inni. Tak czuję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz