niedziela, 23 września 2012

Ślub rokuuuuuu, czyli przaśne jet set

Aleksandra Kwaśniewska i Kuba Badach wzięli ślub. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Powiem więcej - nie mogłem się doczekać. Z drżeniem serca myślałem o tym, czy ceremonia zaślubin faceta (który w życiu osiągnął to, że stał się jednym z lepszych polskich piosenkarzy) i dziewczyny (która w życiu osiągnęła, hmmm, w sumie nie wiem, ale na pewno osiągnęła BARDZO DUŻO) będzie odpowiednio reprezentacyjna. Czy dopiszą goście, czy kreacje ślubne będą wystarczająco prestiżowe, czy kwoty przeznaczone na przygotowania i przyjęcie będą odpowiednio wysokie? Uff, udało się.



Było wspaniale. Uroczystość (jeżeli wierzyć przebogatemu serwisowi foto) była super. Wojskowa kompania reprezentacyjna przy ołtarzu - bo wiadomo, toż to przecież uroczystość państwowa, goście w kościele - jak na ostatnim zjeździe Partii (która co prawda kiedyś lansowała ateizm, ale to przecież nic nie znaczy), fryzura Najbogatszego z Polaków - odpowiednio, artystycznie rozwiana jesiennym wiatrem, uśmiechy telewizyjno-pudelkowych celebrytów - jak na dobrym przyjęciu z okazji otwarcia kolejnych "złotych tarasów"...
Rangę uroczystości subtelnie podkreślała obecność pewnego księcia. Co prawda kiedyś już go sprowadzili do wspólnego mianownika prowincjonalnej śmietanki towarzyskiej żeniąc z córką Najbogatszego, ale zawsze to Książę.

Patrzymy na zdjęcia, czytamy z wypiekami na twarzy o Arystokracji, czyli Elicie, czyli nieosiągalnym Topie.

Cóż z tego, że to Top na miarę willi w Gdańsku, domu na Żoliborzu, apartamentu w opłotowanym apartamentowcu gdzieś w Wilanowie, czy (dobra, niech będzie) posiadłości w Konstancinie?

Ważne że to nasza, własna Arystokracja...


PS. Żeby nie było: życzę Oli i Kubie wszystkiego najlepszego, gratuluję Rodzicom, fajnie, że goście dobrze się bawili. I zdaję sobie sprawę, że to nie im zawdzięczamy ten żenujący medialny spektakl. Chociaż zaangażowanie kompanii reprezentacyjnej jednak trochę mi zazgrzytało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz