środa, 29 września 2010

Mimikra

Cóż ma zrobić kawiarnia, wtłoczona między kilka zakładów pogrzebowych? Dostosować się kolorystycznie... tak jest na Woźnej. Przez ten funeralny nastrój ulica ma bardzo specyficzny klimat. Czarne szyldy, wystawione przed drzwi stojaki z wieńcami, wypieszczone dekoracyjnie małe dziecięce trumienki w oknach wystawowych. No i ubrani w gangi, ale w brudnych butach, naganiacze o urodzie grabarza polujący na zrozpaczone rodziny. Latem wygrzewają się, poprawiając czarne krawaciki, w staromiejskim słońcu - na ustawionych krzesełkach.
Zniknął stamtąd sklep z winami, zniknął pub (piłem tam kiedyś piwo - dojmujące uczucie)...
Na Woźnej nie sposób zapomnieć o śmierci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz