niedziela, 15 lutego 2015

Odżałowane i zapłacone, więc zostanie! Rolnik wygrywa z korpo

Kilkaset metrów od autostrady A-2, jednego z najbardziej spektakularnych przedsięwzięć młodego polskiego kapitalizmu, swoją rolniczą działalność prowadzi dwóch panów. Spółka, nazwana bezpretensjonalnie nazwiskami wspólników, ma się chyba nieźle, bo paczkowane warzywa z jej logo znaleźć można w znanej sieci marketów.

W historii tego banalnego plastikowego worka na ziemniaki musi się kryć piękna opowieść - o ludziach, ich podejściu do biznesu, ich stosunku do współczesnego świata poddanego dyktatowi marketingu.

Już polubiłem obu rolników-wspólników.



Nie widzisz w tym opakowaniu nic nadzwyczajnego? Rzuć okiem raz jeszcze.
Nie, nie chodzi o czule spoglądających na siebie przystojnych mężczyzn w bardziej niż braterskim uścisku. Nie, nie chodzi o modną czcionkę i jak najbardziej trendy projekt.

Chodzi o nazwisko pierwszej z rodzin.
Jasne, można założyć, że istnieje nazwisko Nowakoswski, ale lektura dodatkowej naklejki na opakowaniu pozbawia złudzeń.



Dla pewności sięgam jeszcze do kilku źródeł. Wszędzie jak byk: grupa producentów warzyw posługuje się dwoma nazwiskami: Nowakowscy i Nowiccy.

Właściwie nic nadzwyczajnego. Pomyłka, jakich wiele.
Grafikowi przed komputerem omsknął się palec, wklepał jedną literkę za dużo. Potem, zajęty dopracowywaniem rysunku i całego projektu, już nie zauważył. Literówkę przeoczył również ktoś, kto oceniał, a pewnie na którymś z etapów nawet sam prezes spółki akceptujący wzór.
Projekt poszedł do produkcji. Błąd zauważono dopiero przy pakowaniu pierwszej partii ziemniaków. A może dopiero na sklepowej półce...



Wyobrażacie sobie taką akcję w korporealiach?
:)))

TAAAAKI błąd W LOGOTYPIE???
W NAAAASZYM logotypie???

W odpowiedzi na taką PR-owo/marketingowo/wizerunkowo/identyfikacyjną zbrodnię:
- lecą głowy,
- produkty zostają natychmiast wycofane ze sklepów,
- cały zapas opakowań zostaje przemielony, żeby nigdy już nie pokazało się światu złe logo.


...i wróćmy do Dominowa.
Spróbujmy wyobrazić sobie - co się działo, kiedy nieszczęsną nadprogramową literkę "s" w logotypie ktoś zauważył.
(od tego momentu snuję własną opowieść)

Pewno padło trochę mocnych słów, ktoś odpowiedzialny za przeoczenie dostał po uszach (być może była to ta sama osoba, która wcześniej przekonywała wspólników, że "na nowoczesnym rynku trzeba mieć modne opakowanie"), prawdopodobnie wspólnicy chwycili się za głowy, gdy zorientowali się ile pieniędzy poszło na przygotowanie tych bezużytecznych worków...

I wtedy właśnie obudził się zdrowy rozsądek.
To co, kurka, że jest literówka? Przecież i tak wiadomo, że jesteśmy Nowakowscy. Przecież klient nie zrezygnuje z kupna pyrów tylko dlatego, że na opakowaniu jest błąd! Wydaliśmy kupę kasy, przecież nie będziemy wydawać drugi raz!

No właśnie, nie dajmy się zwariować.
Nic się nie stało.
Grafik na pewno poprawi projekt za darmo, producent opakowań nie weźmie nic za przygotowanie nowej matrycy, kolejne zbiory wielkopolskich ziemniaków trafią już w worki bez literówek...

Rodziny Nowakowskich i Nowackich będą nadal troskać się pogodą, szkodnikami i koniunkturą na rynku warzywnym, a nie zwracać uwagi na wykreowane problemy ludzi, którym brakuje normalnych problemów. Zupełnie inaczej niż korporoboty w korposamochodach na pobliskiej korpoautostradzie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz