sobota, 29 czerwca 2013

Za komuny było (w radiu) lepiej. Zgadzam się z Gralakiem

Najnowszy numer miesięcznika Estrada i Studio (periodyk raczej dla ludzi nienormalnych, zakochanych w kabelkach, mikrofonach i innych przedmiotach studyjnych) przynosi bardzo ciekawy wywiad z Antonim "Ziutem" Gralakiem - trębaczem, aranżerem, jedną z najciekawszych postaci muzycznej alternatywy (niezmiennie w doskonałej formie od ponad 30 lat!).
Gralak, wspominając dawne czasy, podkreśla rolę promocyjną Polskiego Radia. To znaczy - podkreśla rolę, jaką Polskie Radio pełniło w ciężkich, nienormalnych, komunistycznych czasach. Przypomina, że to dzięki szefom muzycznym stacji radia publicznego (wówczas - rozgłośni regionalnych działających w ramach Radiokomitetu), nasłuchującym nowości muzycznych i życzliwie nastawionym do nowych nurtów, udawało się cokolwiek uwiecznić w przyzwoitych studyjnych warunkach, a później - materiał ten upubliczniać. Trudno się z nim nie zgodzić i trudno nie westchnąć (myśląc o współczesności).


Choć koledzy z radia publicznego (poznańskiego, ale nie tylko) podejmują rozsądne inicjatywy i starają się nadążać za lokalnymi nowościami, tak w sferze "obserwacyjnej" (utwory debiutantów na playliście lokalnej rozgłośni radiowej) jak i "promocyjnej" (udział w międzyrozgłośnianych konkursach dla młodych kapel), to mam jednak wrażenie, że nie istnieje coś takiego jak "autorytet Polskiego Radia - przystani dla debiutantów ze świetnymi pomysłami".

Tak, wiem, że po zachłyśnięciu się przesłodzonymi, mdlącymi treściami dostarczanymi z wielką PR-owską sprawnością przez "mejdżersów", szefowie muzyczni stacji radia publicznego, wracają do tego co prawdziwe, szczere i miejscowe. Ale to wciąż za mało.

Rozumiem, że jesteście, szanowni koledzy, związani ograniczeniami budżetowymi. Nie da się zaprosić debiutujących, obiecujących w swym buncie buntowników, do studia, w sytuacji gdy Wasz prezes liczy każdą złotówkę i nie pozwala na zbyt wiele.

Ale może w takim razie to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna narzucić ten kulturotwórczy obowiązek? W końcu w naszym wspólnym interesie jest, żeby archiwa radiowe były coraz bogatsze, również w nowe składniki kultury muzycznej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz