Zamiast BIO
Muzyką przeróżną zafascynowany od wielu lat. To znaczy od momentu, gdy nauczył się słuchać jej świadomie i odnajdywać w niej Ważne Sprawy. W różnych konstelacjach grał muzykę pop, bluesa, ożywczy funk, piosenkę kabaretową i poetycką, by dojść do etapu spokojnych, nostalgicznych, a czasem intymnych ballad. Przez ostatnie lata skupia się właśnie na solowych występach, prezentując autorski repertuar w ascetycznych aranżacjach. Większość piosenek dotyka tematów morskich i żeglarskich. Ale autor traktuje to jako pretekst i punkt wyjścia do uniwersalnych rozważań o człowieku – jego potrzebach, pragnieniach, kawałkach szczęścia i momentach zwątpienia.
Konkursy i nagrody:
• Przegląd Piosenki Żeglarskiej Forpik - I miejsce (1992),
• VIII Szantaklaus Poznań 2013 - II miejsce,
• Konkurs Piosenki Żeglarskiej EtnoFestiwal Olandia 2014 - I miejsce,
• IX Szantaklaus Poznań 2014 - wyróżnienie,
• XXXV Shanties Kraków 2016 - nominacja do udziału w Festiwalu,
• XXXII Festiwal Piosenki Żeglarskiej Kopyść 2016, Białystok: III nagroda,
• XIX Festiwal Piosenki Żeglarskiej Charzykowy 2016 - II miejsce,
• XXXVI Rafa Radom 2016 - nagroda specjalna,
• XXXIII Kopyść Białystok 2017 - wyróżnienie,
• Szanty nad Zalewem (Tolkmicko) 2017 - II miejsce,
• Szanty pod Żurawiem 2017 - II miejsce,
• Szanty pod Żurawiem 2018 - Grand Prix, XXXVIII Międzynarodowy Festiwal Piosenki Żeglarskiej SHANTIES 2019 w Krakowie - Nagroda im. Moniki Szwai za najlepszy tekst piosenki premierowej.
sobota, 28 stycznia 2012
Jeden BOY. Czyli dwie dziewczyny
Na okładce płyty dwie dziewczyny. Na oko - studentki. Siedzą na podłodze, a nadęty przez jedną z nich balon gumy do żucia wprowadza kompletnie niepoważną i niezobowiązującą atmosferę. Ot, takie zwykłe spotkanie w gronie młodych inteligentnych idealistów, dzielących się swoim spojrzeniem na świat: na rzeczywistość, na politykę, na realia obyczajowe, na sztukę. Taka jest pierwsza płyta dwóch młodych pań ukrywających się pod przewrotną nazwą Boy. Niezobowiązujące spotkanie. A raczej początek spotkania.
czwartek, 26 stycznia 2012
Gotye. Bronię, bo tak trzeba
Oj, jak obśmiał polskojęzyczny Internet niezobowiązującą piosenkę belgijsko-australijskiego Gotye. Wręcz wypada odżegnywać się, wypada mówić, że "Somebody That Used I Know" to kicz, pioseneczka i w ogóle coś, co nie powinno się podobać. A ja mówię inaczej - ta piosenka, a jeszcze bardziej płyta Making Mirrors, którą piosenka wprowadziła na globalny rynek, to wyjątkowo udana muzyka.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Plotka. W imię dobrej sprawy
Zahuczały portale plotkarskie. Uradowane, że udało się znaną postać przyłapać na czymś wstydliwym. Z udawaną troską pytały (w charakterystycznym tylko sobie moralizatorsko-wszechwiedzącym tonie) "cóż stało się temu zdolnemu aktorowi? dlaczego tak upadł?" i się niby-martwiły "och, jaka szkoda".
Na video, nakręconym w metrze telefonem komórkowym, wyraźnie widzimy Bartłomieja Topę, świetnego aktora wsławionego doskonałymi rolami w dobrych filmach, jak zachowuje się... hmmm.... co najmniej dziwnie.
Pijany? Naćpany? W szponach obłędu?
Na video, nakręconym w metrze telefonem komórkowym, wyraźnie widzimy Bartłomieja Topę, świetnego aktora wsławionego doskonałymi rolami w dobrych filmach, jak zachowuje się... hmmm.... co najmniej dziwnie.
Pijany? Naćpany? W szponach obłędu?
wtorek, 10 stycznia 2012
Czeka na syna. Zginie, czy nie?
Mała wieś gdzieś na uboczu, między polami kujawsko-pomorskiego. Raczej skromne gospodarstwa, uśpione nieco jesienno-zimową słotą. Całkiem przeciętne obejście, pamiętające zdecydowanie lepsze czasy. Drzwi otwiera 50-letnia kobieta. Prosi, żeby zaczekać na syna, który w tym czasie pojechał po paszę dla krów.
To jeden z jej czterech synów. Jedyny, który został i pilnuje gospodarstwa. Drugi pracuje w Niemczech, trzeci gdzieś w mieście, a czwarty?
No właśnie, czwarty siedzi w Afganistanie.
Po raz pierwszy rozmawiam z matką żołnierza, któremu w każdej chwili grozi śmierć. W tym momencie nieważne jest polityczne tło misji (okupacji?) NATO w dalekim kraju, nieważne są krajowe zawirowania wokół organizacji ekspedycji polskiej armii, nieważne są telewizyjne debaty na temat sensu/bezsensu wycofywania wojsk z Afganistanu.
Ważne są oczy matki. Pełne strachu. I nadziei.
Przejmujące.
wtorek, 3 stycznia 2012
SPA i kurort po sezonie. Witkowski w świetnej formie
Fajna to książka. Bardzo, ale to bardzo udanie mieszają się w niej konwencje, wątki, dygresje, zgrabna konstrukcja czasoprzestrzenna też frapuje. Wszystko to spięte w jednolitą wartką opowieść podaną współczesnym językiem - niby potocznym, ale jednocześnie wystylizowanym.
Fajna to książka. "Drwal" Michała Witkowskiego.
Przyznam, nie potrafiłem dotąd spojrzeć na Witkowskiego poważnie. Owszem, doceniałem (choćby za "Margot", a szczególnie znakomity słuch i umiejętność oddania natury specyficznego potocznego dialogu drukowanym słowem), ale wartość literacką zagłuszał mi nieco medialny lans autora, tania (tak to odbierałem) sensacja wywołana silnie podkreślaną homoseksualną tożsamością. Ot, taki pajac współczesnej sztuki, doskonale zdający sobie sprawę z niezbędności intensywnej autopromocji. Niech będzie - taka Doda literatury. Z talentem schowanym za demonstracyjną (homo)seksualnością.
A teraz - szacuneczek. Naprawdę - rzecz na wysokim poziomie, od początku do końca, w każdym z elementów z osobna i jako całość.
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Nowy Rok. Nowy błąd.
Ja rozumiem, że Prezydent nie musi być orłem ortografii i biegłym znawcą gramatyki. Być może (historia oceni) ma wiele innych przymiotów sprawiających, że ma w sobie najwięcej cech sprzyjających piastowaniu tego stanowiska.
Ja rozumiem, że Prezydent może robić błędy.
Ja rozumiem, że otoczenie Prezydenta również może robić błędy, nawet w komunikatach trafiających jednym kliknięciem do ponad 20 tysięcy odbiorców.
Ja rozumiem, że powszechny dość błąd polegający na łączeniu czasownika z biernikiem zamiast dopełniaczem (np. "przestrzegać przepisy" zamiast prawidłowego "przestrzegać przepisów") mógł "udzielić się" człowiekowi delegowanemu do prowadzenia Facebookowego profilu Głowy Państwa.
piątek, 16 grudnia 2011
Proste pytania. Trudne odpowiedzi
(przedstawicielom mediów dedykuję)
Internetowi celebryci zyskujący obłędną popularność w kilka chwil, zabawne obrazki, które "widział każdy", filmiki video z dziesiątkami tysięcy "obejrzeń", nic nie znaczące lajki poparcia na Faceboooku. Znamy to, prawda? Ale słabo znamy, dopóki sami nie doświadczymy.
Pan Marek, przypadkowo spotkany na poznańskiej ulicy, pokazany światu (ze swoją smutną opowieścią) w kwietniu, na przełomie listopada i grudnia rozgorzał nagłym ogniem. I zgasł...
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Polska jak Kambodża. Według Uważam Rze
Uważam Rze (nadal nie mogę się przyzwyczaić do tej marki) piórem jednego ze swoich autorów o Kambodży. Ale opis potworności, jakie spadły na tamtejszą ludność za sprawą reżimu Czerwonych Khmerów, jest jedynie uzupełnieniem kluczowej tezy, zamkniętej szczypcami wstępu i zakończenia tekstu.
Oto, jak pisze autor, proces, w którym przed sądem postawiono dawnych (baardzo wiekowych) oprawców, odpowiedzialnych bezpośrednio za śmierć w mękach tysięcy ludzi, jest dowodem na to, że jeżeli się chce to komunistów można jednak osądzić... Gdyby ktoś miał wątpliwości - autor wyraźnie zaznacza, że śladem Kambodży powinny iść inne kraje, na których komunizm odcisnął swe krwawe piętno - przede wszystkim (tak, w tekście jest "przede wszystkim") Polska. Że powinno być nie tak jak dotąd (to nawiązanie do bezkarności dawnych aparatczyków, generałów i agentów).
To prawda - komunistyczne zbrodnie w Polsce nie zostały rozliczone. Bliscy tych, którzy zginęli, jak dotąd nie doczekali się sprawiedliwości.
Ale zakładam, że autor miał na myśli żyjących odpowiedzialnych, czyli na przykład Jaruzelskiego czy Kiszczaka. I Czuję dysonans.
Bo to jednak nie ta skala.
W Kambodży zginęło (zamordowanych lub zagłodzonych) prawdopodobnie ok. półtora miliona obywateli (na 7-milionową populację).
W Polsce, od momentu obalenia Gierka ilu? Kilkuset? (na blisko 40-milionowy kraj)
Trochę niezręczne porównanie.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Matka. A przy okazji Polka
Dawno lektura książki, a zwłaszcza książki wspomnieniowej, nie dała mi tyle satysfakcji.
A już na pewno nie spodziewałbym się tego po książce-spowiedzi skromnej żony nieskromnego polityka.
Dawno nie połknąłem blisko 540 stron (ok, duża czcionka, sporo zdjęć, ale jednak) w jedno popołudnie i wieczór.
Dawno (a może nigdy) książka biograficzna tak mocno mnie "nie uderzyła".
"Marzenia i tajemnice", czyli opowieść Danuty Wałęsowej to lektura obowiązkowa.
A już na pewno nie spodziewałbym się tego po książce-spowiedzi skromnej żony nieskromnego polityka.
Dawno nie połknąłem blisko 540 stron (ok, duża czcionka, sporo zdjęć, ale jednak) w jedno popołudnie i wieczór.
Dawno (a może nigdy) książka biograficzna tak mocno mnie "nie uderzyła".
"Marzenia i tajemnice", czyli opowieść Danuty Wałęsowej to lektura obowiązkowa.
niedziela, 4 grudnia 2011
Niewygodne krzesła, skromnie i chłodno. Ale bardzo ciekawie i ożywczo
Potocka ma swój teatr. I Janda. I Żebrowski. I nawet Tenzeszparąmiędzyzębami. Podobno prywatne teatry w Warszawie cieszą się wielkim powodzeniem, oferując może nieco mniej kosztowny (mniejsza obsada, skromniejsza technika), ale za to - przystępny repertuar. Zarabiają na nazwiskach (również nie-aktorów, za to celebrytów), i dobrze.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Peter Gabriel - New Blood. Piękne. Aż mdli
No więc (nie zaczyna się zdania od "więc", więc zaczynam od "no") wysłuchałem uważnie nowej płyty Petera Gabriela bardzo uważnie. Od początku do końca, od końca do początku, o zgrozo - nucąc niektóre fragmenty, wzruszając się urodą innych.
I żal mi.
Że artysta, od którego moglibyśmy spokojnie oczekiwać czegoś nowego, wielkiego, ożywczego, a co najmniej kolejnego przemyślanego dzieła, sprzedaje nam coś, czego nie powinien sprzedawać.
I żal mi.
Że artysta, od którego moglibyśmy spokojnie oczekiwać czegoś nowego, wielkiego, ożywczego, a co najmniej kolejnego przemyślanego dzieła, sprzedaje nam coś, czego nie powinien sprzedawać.
Psia kupa. Miły widok z rana.
Tytuł powinien intrygować. Zaintrygował, prawda? Tak miało być.
Ale TĘ psią kupę (ściślej - robienie przez psa kupy) oglądałem z niekłamaną satysfakcją. Pies zrobił kupę na chodniku jednej z ulic w samym centrum miasta, nieopodal jednego z najsłynniejszych w Polsce centrów handlowych (co je właśnie właścicielka opchnęła). Pies był mały, kupa pewnie też.
Właścicielka psa, elegancko ubrana, efektowna dziewczyna w wieku studenckim, schyliła się, kupę podniosła i dzielnie pomaszerowała z kupą w ręku (no dobra, przez papierek) w kierunku kosza.
Ale TĘ psią kupę (ściślej - robienie przez psa kupy) oglądałem z niekłamaną satysfakcją. Pies zrobił kupę na chodniku jednej z ulic w samym centrum miasta, nieopodal jednego z najsłynniejszych w Polsce centrów handlowych (co je właśnie właścicielka opchnęła). Pies był mały, kupa pewnie też.
Właścicielka psa, elegancko ubrana, efektowna dziewczyna w wieku studenckim, schyliła się, kupę podniosła i dzielnie pomaszerowała z kupą w ręku (no dobra, przez papierek) w kierunku kosza.
środa, 9 listopada 2011
Chłopie, to baba! Nowa parlamentarna rzeczywistość
No i masz babo placek. Zgodnie z demokratycznymi decyzjami społeczeństwa, w efekcie racjonalnego podziału wygodnych foteli i decyzji sejmowej administracji - grupa nowych i radykalnych (jak się zdaje) posłów nowego istotnego liczebnie i medialnie ugrupowania zasiądzie tuż obok konserwatywnych do bólu, głęboko zasadzonych w tradycji, posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Obok antyklerykałów - aktywni uczestnicy i współorganizatorzy samorządowo-kościelnych dożynek i procesji; obok przedstawicieli środowisk walczących o prawa mniejszości seksualnych - tradycjonaliści, dla których taka odmienność w najlepszym wypadku nie jest fajna.
Obok antyklerykałów - aktywni uczestnicy i współorganizatorzy samorządowo-kościelnych dożynek i procesji; obok przedstawicieli środowisk walczących o prawa mniejszości seksualnych - tradycjonaliści, dla których taka odmienność w najlepszym wypadku nie jest fajna.
wtorek, 8 listopada 2011
Patriotyzm i wiara. Spokojnie o sprawach ważnych
To będzie najkrótszy post.
Tylko jeden cytat, choć nie lubię publicznie wycierać sobie pyska mądrościami kogo innego.
Robię wyjątek.
Człowiek pewny swojej ojczyzny nie będzie szalał na jej punkcie. Człowiek pewny swojej wiary nie będzie wszędzie węszył jej prześladowań.
(ks. A. Boniecki)
Odrywam to od bieżącej kłótni o niewiadomoco i zachowuję - jako 100-procentowo celne ujęcie moich przekonań.
Tylko jeden cytat, choć nie lubię publicznie wycierać sobie pyska mądrościami kogo innego.
Robię wyjątek.
Człowiek pewny swojej ojczyzny nie będzie szalał na jej punkcie. Człowiek pewny swojej wiary nie będzie wszędzie węszył jej prześladowań.
(ks. A. Boniecki)
Odrywam to od bieżącej kłótni o niewiadomoco i zachowuję - jako 100-procentowo celne ujęcie moich przekonań.
czwartek, 3 listopada 2011
Dziewięć tysięcy. Dziękuję
Rzuciłem okiem na statystykę. I widzę, że ktoś tu jednak zagląda. Serdecznie dziękuję z tego powodu.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował śladowe 10 groszy, mógłbym sobie kupić jakiś fajny efekt do gitary basowej. Albo dwa.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował drobną złotówkę, mógłbym sobie kupić używany motocykl w "jesiennej" cenie.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował niewygórowane 5 złotych, mógłbym sobie kupić całkiem przyzwoity samochód, w zastępstwie wysłużonej Skody.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował strawne 10 złotych, mógłbym sobie kupić fortepian. Steinwaya. Prawdziwego.
Problem w tym, że na tego bloga wchodzę głównie ja sam. A sam sobie płacić nie będę. Szkoda mi pieniędzy...
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował śladowe 10 groszy, mógłbym sobie kupić jakiś fajny efekt do gitary basowej. Albo dwa.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował drobną złotówkę, mógłbym sobie kupić używany motocykl w "jesiennej" cenie.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował niewygórowane 5 złotych, mógłbym sobie kupić całkiem przyzwoity samochód, w zastępstwie wysłużonej Skody.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował strawne 10 złotych, mógłbym sobie kupić fortepian. Steinwaya. Prawdziwego.
Problem w tym, że na tego bloga wchodzę głównie ja sam. A sam sobie płacić nie będę. Szkoda mi pieniędzy...
piątek, 21 października 2011
Kaddafi. Jak to fajnie zamordować...
...kogoś, kto sobie na to zasłużył, prawda?
- Przecież przez wiele lat ciemiężył swój naród,
- Wysyłał w świat świetnie wyszkolonych terrorystów,
- Traktował tę część Afryki jak swoją własność,
- Z jednej strony gardził Zachodem, a z drugiej - kolaborował z tymi, z którymi było mu wygodnie,
- Był bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć tysięcy ludzi,
- Nie potrafił poddać się rewolucji, nie zrozumiał że już przyszedł na niego czas.
Bogata Północ i Bogaty Zachód zachowały się fantastycznie.
- Najpierw mówiły "Kaddafi musi zginąć",
- Potem pomogły zamordować Kaddafiego wysyłając uzbrojone samolociki na radio,
- Zatrzęsły się z radości po tym jak gościa zabito,
- Umożliwiły mediom dostęp do informacji o szczegółach "akcji" (cóż za ładne określenie),
- Wysłały listy gratulacyjne o treści mniej więcej "o, jak fajnie, że udało wam się zastrzelić Kaddafiego",
- Cały świat się raduje - "o, super!".
No tak, doskonale rozwinięta cywilizacja, przodująca w rozwoju naukowym, technologicznym i politycznym, ze starannie ukształtowanym demokratycznym trójpodziałem władzy, sądami czerpiącymi z rzymskich (kolebka cywilizacji) tradycji, z odpowiedzialnymi politykami, odzianymi w garnitury z najlepszych włoskich szwalni i wykonane na miarę buty z delikatnej szlachetnej skóry.
A za plecami schowane dzidy. Kamienne...
- Przecież przez wiele lat ciemiężył swój naród,
- Wysyłał w świat świetnie wyszkolonych terrorystów,
- Traktował tę część Afryki jak swoją własność,
- Z jednej strony gardził Zachodem, a z drugiej - kolaborował z tymi, z którymi było mu wygodnie,
- Był bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć tysięcy ludzi,
- Nie potrafił poddać się rewolucji, nie zrozumiał że już przyszedł na niego czas.
Bogata Północ i Bogaty Zachód zachowały się fantastycznie.
- Najpierw mówiły "Kaddafi musi zginąć",
- Potem pomogły zamordować Kaddafiego wysyłając uzbrojone samolociki na radio,
- Zatrzęsły się z radości po tym jak gościa zabito,
- Umożliwiły mediom dostęp do informacji o szczegółach "akcji" (cóż za ładne określenie),
- Wysłały listy gratulacyjne o treści mniej więcej "o, jak fajnie, że udało wam się zastrzelić Kaddafiego",
- Cały świat się raduje - "o, super!".
No tak, doskonale rozwinięta cywilizacja, przodująca w rozwoju naukowym, technologicznym i politycznym, ze starannie ukształtowanym demokratycznym trójpodziałem władzy, sądami czerpiącymi z rzymskich (kolebka cywilizacji) tradycji, z odpowiedzialnymi politykami, odzianymi w garnitury z najlepszych włoskich szwalni i wykonane na miarę buty z delikatnej szlachetnej skóry.
A za plecami schowane dzidy. Kamienne...
niedziela, 16 października 2011
Maraton. Wspaniały dzięki Straży Miejskiej
Za nami kolejne święto biegania. Znakomicie przygotowany, cieszący się dobrą opinią w środowisku biegaczy poznański Maraton przyciągnął sportowców i coraz fajniejszą publiczność.
Impreza przez te wszystkie lata zdobyła już nawet serca przeciętnych mieszkańców Poznania. Kiedyś bardziej narzekali na zamknięte ulice i korki.
Jednak poznańska Straż Miejska uznała, że zdobyła te serca niesłusznie i postanowiła coś z tym zrobić.
Nie wiem czy wiecie, ale na czas maratonu mieszkańcy ulic którymi biegną maratończycy, MUSZĄ przestawić swoje samochody na inne ulice.
Na innych ulicach na Starym Mieście robi się więc baaardzo gęsto.
Co robi poznańska Straż Miejska? Poluje na samochody pozostawione w różnych "nieparkingowych" miejscach, dzielnie wystawia mandaty i masowo zakłada blokady.
Prawdziwe żniwa...
Gratuluję, Panie Prezydencie. Podległe Panu służby robią jednej z nielicznych STAŁYCH, WAŻNYCH I ROZPOZNAWALNYCH imprez Poznania, znakomity PR.
Dzięki Straży Miejskiej mieszkańcy Poznania i przyjezdni, na pewno jeszcze bardziej polubią Maraton...

Impreza przez te wszystkie lata zdobyła już nawet serca przeciętnych mieszkańców Poznania. Kiedyś bardziej narzekali na zamknięte ulice i korki.
Jednak poznańska Straż Miejska uznała, że zdobyła te serca niesłusznie i postanowiła coś z tym zrobić.
Nie wiem czy wiecie, ale na czas maratonu mieszkańcy ulic którymi biegną maratończycy, MUSZĄ przestawić swoje samochody na inne ulice.
Na innych ulicach na Starym Mieście robi się więc baaardzo gęsto.
Co robi poznańska Straż Miejska? Poluje na samochody pozostawione w różnych "nieparkingowych" miejscach, dzielnie wystawia mandaty i masowo zakłada blokady.
Prawdziwe żniwa...
Gratuluję, Panie Prezydencie. Podległe Panu służby robią jednej z nielicznych STAŁYCH, WAŻNYCH I ROZPOZNAWALNYCH imprez Poznania, znakomity PR.
Dzięki Straży Miejskiej mieszkańcy Poznania i przyjezdni, na pewno jeszcze bardziej polubią Maraton...

poniedziałek, 10 października 2011
Firma na żonę. Triumf feminizmu???
Nie mam dwudziestoletniej nieoficjalnej narzeczonej, nie mam zamiaru kupować samochodu sportowego w kolorze czerwonym (ewentualnie żółtym), nie zacząłem chodzić w kwiecistych koszulach. Ale postanowiłem zrobić to, czego nie zrobiłem mając o połowę mniej lat. Postanowiłem kupić motocykl.
Tak więc śledzę ogłoszenia w internecie, zatrzymuję się też przy sklepach sprzedających motocykle i akcesoria motocyklowe. W jednym ze sklepów, akurat pustym, zatrzymałem się na pół godzinki i uciąłem sobie rozmowę z właścicielem. Kompetentnym (jak to pasjonaci motoryzacji), ściemniającym (jak to sprzedawcy branży motoryzacyjnej), lekkim mitomanem (jak to motocykliści). Rozmowa była miła, na koniec wziąłem wizytówkę motocyklowego biznesu.
Dopiero w domu rzuciłem na nią okiem. Okazało się, że właścicielem całego tego motocyklowego biznesu (sklep z motocyklami i skuterami, sklep z akcesoriami, warsztat) jest pani Kasia Jakaśtam...
I to wywołało moją refleksję. Zacząłem myśleć o wszystkich teoretycznie męskich biznesach, prowadzonych przez kobiety i...
niedziela, 9 października 2011
Polityka. Znów trochę spokoju
Ktoś tam wygrał. Ktoś przegrał. Kogoś wywalą ze stołka prezesa, bo wynik okazał się nędzny. Kto inny będzie w zaciszu omawiał z innymi komu powierzyć funkcję premiera. Wybory za nami.
Najbardziej mniej cieszy to, że wreszcie będzie można zająć się czymś normalnym, a nie rozmyślaniem o sensie i bezsensie wybierania mniejszego zła, irytowaniem przy lekturze tekstów w politycznych gazetach, nicniedającymi dyskusjami ze znajomymi reprezentującymi podobne poglądy, bądź o poglądach kompletnie przeciwstawnych.
Przecież to nie nasze życie. To co TAM się dzieje, nie ma na nas większego wpływu. Robimy i robić będziemy swoje.
Najbardziej mniej cieszy to, że wreszcie będzie można zająć się czymś normalnym, a nie rozmyślaniem o sensie i bezsensie wybierania mniejszego zła, irytowaniem przy lekturze tekstów w politycznych gazetach, nicniedającymi dyskusjami ze znajomymi reprezentującymi podobne poglądy, bądź o poglądach kompletnie przeciwstawnych.
Przecież to nie nasze życie. To co TAM się dzieje, nie ma na nas większego wpływu. Robimy i robić będziemy swoje.
czwartek, 6 października 2011
Steve Jobs. Santo subito
Mówię od razu, wprost i bez wątpliwości. Steve Jobs był wybitnie uzdolnionym człowiekiem. Jego udział w rozwoju nowoczesnych technologii był niekwestionowany. Pchnął rozwój w wykreowanym kierunku, niewątpliwie. Szkoda człowieka. Jak zresztą każdego, który odchodzi przedwcześnie, któremu natura/któryś z bogów/przeznaczenie/trywialna choroba nie pozwala do końca zrealizować pomysłów. Zwłaszcza, gdy są to ciekawe, albo nawet świetne pomysły.
Ale może wyprostujmy nieco rzeczywistość...
Subskrybuj:
Posty (Atom)












