Ciekawostka.
Trochę na fali publicznej dyskusji o represjach wobec mieszczan spożywających tanie puszkowe piwo na ławkach (strażnicy miejscy polują i wlepiają 100-złotowe mandaty za "picie alkoholu w miejscu publicznym").
W przeciwieństwie do poziomu gruntu, w tym depresyjnym kraju poziom grafiki jest wysoki. Artystyczne tradycje holenderskich szkół, bardzo mocna pozycja holenderskich architektów, dobre wzornictwo...
Zakładam więc, że projektant poniższego znaku chciał przekazać dokładnie to, co zrozumiałem (nie znając cytowanego przepisu).
Czyli:
- za znakiem zakazu pić napojów procentowych nie wolno (za znakiem zakazu jest park),
- za znakiem końca zakazu pić napoje procentowe wolno (znak końca zakazu jest "z drugiej strony" - widoczny dla wychodzących z parku).
Z czego wynika, że władze Amsterdamu chronią ładne parki (w parku ławki, stare drzewa i jakieś nowoczesne rzeźby), za to nie mają nic przeciwko pijącym piwo na "zwykłym" chodniku.
Czy tak jest na pewno?
Nie sprawdzałem.
Nie było pod ręką żadnej Żabki.
Zamiast BIO
Muzyką przeróżną zafascynowany od wielu lat. To znaczy od momentu, gdy nauczył się słuchać jej świadomie i odnajdywać w niej Ważne Sprawy. W różnych konstelacjach grał muzykę pop, bluesa, ożywczy funk, piosenkę kabaretową i poetycką, by dojść do etapu spokojnych, nostalgicznych, a czasem intymnych ballad. Przez ostatnie lata skupia się właśnie na solowych występach, prezentując autorski repertuar w ascetycznych aranżacjach. Większość piosenek dotyka tematów morskich i żeglarskich. Ale autor traktuje to jako pretekst i punkt wyjścia do uniwersalnych rozważań o człowieku – jego potrzebach, pragnieniach, kawałkach szczęścia i momentach zwątpienia.
Konkursy i nagrody:
• Przegląd Piosenki Żeglarskiej Forpik - I miejsce (1992),
• VIII Szantaklaus Poznań 2013 - II miejsce,
• Konkurs Piosenki Żeglarskiej EtnoFestiwal Olandia 2014 - I miejsce,
• IX Szantaklaus Poznań 2014 - wyróżnienie,
• XXXV Shanties Kraków 2016 - nominacja do udziału w Festiwalu,
• XXXII Festiwal Piosenki Żeglarskiej Kopyść 2016, Białystok: III nagroda,
• XIX Festiwal Piosenki Żeglarskiej Charzykowy 2016 - II miejsce,
• XXXVI Rafa Radom 2016 - nagroda specjalna,
• XXXIII Kopyść Białystok 2017 - wyróżnienie,
• Szanty nad Zalewem (Tolkmicko) 2017 - II miejsce,
• Szanty pod Żurawiem 2017 - II miejsce,
• Szanty pod Żurawiem 2018 - Grand Prix, XXXVIII Międzynarodowy Festiwal Piosenki Żeglarskiej SHANTIES 2019 w Krakowie - Nagroda im. Moniki Szwai za najlepszy tekst piosenki premierowej.
wtorek, 30 lipca 2013
czwartek, 25 lipca 2013
Vaterland. Czyli murek z nagrobków
Stare, solidne budynki gospodarskie o charakterystycznym rozkładzie, wybudowane ponad sto lat temu przez niemieckich gospodarzy, pozostałości niemieckich napisów, dwujęzyczne reklamy biznesów turystycznych wycelowane w niemieckich turystów - tak wyglądają okolice Darłowa.
W tamtejszym muzeum zobaczyć można mapę okolic z przedwojennymi, niemieckimi nazwami miejscowości - w większości podobnymi do polskich.
W tamtejszym muzeum zobaczyć można mapę okolic z przedwojennymi, niemieckimi nazwami miejscowości - w większości podobnymi do polskich.
Zizow - tak nazywała się kiedyś wieś Cisowo. W Cisowie jest kościół. Na pięknym wzgórzu, między nowoczesnymi elektrowniami wiatrowymi jest pięknym elementem krajobrazu z wielowiekową historią - takim wyrazem szacunku do przeszłości.
Oglądam z bliska kościół, jego otoczenie. I mam wątpliwości.
Oglądam z bliska kościół, jego otoczenie. I mam wątpliwości.
piątek, 5 lipca 2013
Manna z nieba, czyli dofinansowanie unijne. Oni jeszcze mają nadzieję
O spadających z nieba unijnych pieniądzach słyszeli wszyscy. Jeżeli nie jako beneficjenci genialnie nadających się do przejedzenia (do)finansowań, jeżeli nie jako odbiorcy licznych niepotrzebnych usług uruchamianych za unijne pieniądze, to przynajmniej jako tzw. "przeciętni Kowalscy" bombardowani propagandą każącą się cieszyć, że COŚTAM powstało za pieniądze z Unii Europejskiej.
Wszedłem w temat nieco głębiej. Nie ukrywam - licząc na to, że jedno z biznesowych przedsięwzięć skorzysta własnie z takiego wsparcia. Nie skorzysta. Ale nie o tym miało być...
Wszedłem w temat nieco głębiej. Nie ukrywam - licząc na to, że jedno z biznesowych przedsięwzięć skorzysta własnie z takiego wsparcia. Nie skorzysta. Ale nie o tym miało być...
wtorek, 2 lipca 2013
Niech nam żyją... zdolni copywriterzy
Sprawa nie jest nowa. Ale i do nienowych spraw warto powracać.
Zatem - nieustające gratulacje dla autora hasła. Chociaż idealnie byłoby pozostawić pierwszy człon, bez tego "patrzenia w lusterko".
Zatem - nieustające gratulacje dla autora hasła. Chociaż idealnie byłoby pozostawić pierwszy człon, bez tego "patrzenia w lusterko".
sobota, 29 czerwca 2013
Za komuny było (w radiu) lepiej. Zgadzam się z Gralakiem
Najnowszy numer miesięcznika Estrada i Studio (periodyk raczej dla ludzi nienormalnych, zakochanych w kabelkach, mikrofonach i innych przedmiotach studyjnych) przynosi bardzo ciekawy wywiad z Antonim "Ziutem" Gralakiem - trębaczem, aranżerem, jedną z najciekawszych postaci muzycznej alternatywy (niezmiennie w doskonałej formie od ponad 30 lat!).
Gralak, wspominając dawne czasy, podkreśla rolę promocyjną Polskiego Radia. To znaczy - podkreśla rolę, jaką Polskie Radio pełniło w ciężkich, nienormalnych, komunistycznych czasach. Przypomina, że to dzięki szefom muzycznym stacji radia publicznego (wówczas - rozgłośni regionalnych działających w ramach Radiokomitetu), nasłuchującym nowości muzycznych i życzliwie nastawionym do nowych nurtów, udawało się cokolwiek uwiecznić w przyzwoitych studyjnych warunkach, a później - materiał ten upubliczniać. Trudno się z nim nie zgodzić i trudno nie westchnąć (myśląc o współczesności).
Gralak, wspominając dawne czasy, podkreśla rolę promocyjną Polskiego Radia. To znaczy - podkreśla rolę, jaką Polskie Radio pełniło w ciężkich, nienormalnych, komunistycznych czasach. Przypomina, że to dzięki szefom muzycznym stacji radia publicznego (wówczas - rozgłośni regionalnych działających w ramach Radiokomitetu), nasłuchującym nowości muzycznych i życzliwie nastawionym do nowych nurtów, udawało się cokolwiek uwiecznić w przyzwoitych studyjnych warunkach, a później - materiał ten upubliczniać. Trudno się z nim nie zgodzić i trudno nie westchnąć (myśląc o współczesności).
sobota, 15 czerwca 2013
Kapować czy nie? Rozterki potencjalnego konfidenta
To zdjęcie jest jak najbardziej realne.
Miniony piątek, godziny wieczorne (ale jeszcze jasno), trasa z Czarnkowa, przez Oborniki do Poznania. Oplandekowany Fiat Ducato, którego wyczynom miałem okazję przyglądać się przez dłuższy czas. Co prawda głównie uciekał mi z oczu, ale kilka akcji widziałem.
Dlatego to zdjęcie. I wątpliwość - co w takim przypadku każdy normalny, odpowiedzialny obywatel powinien zrobić.
sobota, 8 czerwca 2013
Legalizacja marihuany? Amsterdam nie pozwoli
Co roku Amsterdam odwiedzają miliony turystów. Chociaż słowo "turystów" chyba nie do końca precyzyjnie opisuje ściągających tam z całego świata ludzi.Jestem gotów założyć się, że co najmniej 1/4 z nich kompletnie nie interesują atrakcje historyczne, muzea czy unikalne krajobrazy.
Przyjeżdżają do enklawy wolnej trawy.
Można liczyć na różne sposoby, ale i tak wyjdzie, że legalna sprzedaż marihuany to świetny biznes.
Biznes, który skończyłby się wraz z legalizacją w innych krajach.
Biznes, który jest wart inwestowania w antymarihuanowe lobby.
Czy gracze trawiastego biznesu to robią? Jeżeli nie, to... powinni.
sobota, 1 czerwca 2013
Przyjaciele. Za 3-metrowym płotem, uzbrojeni po zęby
To musi być dla nich koszmar.
Już nie tylko w stolicach mniej cywilizowanych krajów albo tam, gdzie pojawiają się realne zagrożenia.
Również w dużych europejskich miastach - wśród militarnych sojuszników, gospodarczych partnerów i zadeklarowanych przyjaciół...
W Berlinie, w którym Kennedy swego czasu deklarował "jestem berlińczykiem" - ambasada z zaporami przeciwczołgowymi; w Warszawie - może nie aż tak strasznie, ale również - w zauważalnej separacji; w tolerancyjnym Amsterdamie (w spokojnej dzielnicy) konsulat za wysokim płotem.
Oni tak muszą czy po prostu tak chcą?
czwartek, 23 maja 2013
Poznań znikł. Jak łatwo zgubić miasto istniejące od wieków
Niektórzy mówią, że "czego nie ma w Internecie, to nie istnieje". Poszerzmy: "czego nie ma w wyszukiwarce Google, to nie istnieje". Doprecyzujmy: "czego nie ma w usługach Google (między innymi w mapach Google), to nie istnieje".
Otóż donoszę Szanownym Państwu, że... Poznań nie istnieje.
sobota, 18 maja 2013
Chcemy zarobić czy chcemy wydać? O samorządowych łowach na inwestorów, czyli dlaczego Rzeszów kusi lepiej od Poznania
Na łamach tego samego numeru miesięcznika Forbes potencjalnych inwestorów kuszą Województwo Podkarpackie i Miasto Poznań.
Chodzi w gruncie rzeczy o to samo - o przyciągnięcie tych, którzy ulokują swoje pieniądze, stworzą nowe miejsca pracy, dadzą zarobić, zapłacą lokalne podatki, wzmocnią lokalną tkankę biznesową, a przy okazji oczywiście zarobią.
Chodzi w gruncie rzeczy o to samo - o przyciągnięcie tych, którzy ulokują swoje pieniądze, stworzą nowe miejsca pracy, dadzą zarobić, zapłacą lokalne podatki, wzmocnią lokalną tkankę biznesową, a przy okazji oczywiście zarobią.
Warszawskie słoiki. Genialny projekt. Słaba reakcja
Warszawa dała ciała. Ściślej - mieszkańcy Warszawy dali ciała. Dokładniej - warszawskie osobistości dały ciała. Przez grzech zaniechania.
W konkursie na nowy neon - symbol stolicy, wygrał projekt przedstawiający słoiki.
Pojęcie "słoik" ma w Wwie zdecydowanie negatywny wydźwięk. Oznacza osobę przyjezdną, która:
- wychowała się gdzie indziej (czytaj - na prowincji),
- mieszka w stolicy, bo po studiach znalazła tam pracę,
- nie identyfikuje się z problemami "prawdziwych" mieszkańców miasta,
- często zameldowana jest w swojej dawnej pipidówie (i tam płaci podatki),
- zabiera "prawdziwym mieszkańcom" miejsca w przedszkolach, przestrzeń w komunikacji miejskiej, spokój w parkach itd,
- masowo opuszcza stolicę w weekendy czy w przeddzień świąt, by powrócić z torbą albo bagażnikiem wypakowanym słoikami z wałówką od mamy...
Słoiki nie są lubiane. Wysyłane do towarzyskiego getta moszczą się tam, odnajdując w swojej słoikowej kaście namiastkę bezpieczeństwa na wygnaniu. Mur rośnie.
Konkursowy werdykt podgrzał atmosferę. Dotychczasowe animozje wybuchły z nową silą.
A warszawskie Osobistości właśnie zaprzepaściły szansę - by mur rozbić i ze słoików zrobić - również w sferze emocjonalnej - siłę napędową Wielkiej Warszawy.
By przyjezdni zaczęli z miastem utożsamiać się i tworzyć jego legendę.
W konkursie na nowy neon - symbol stolicy, wygrał projekt przedstawiający słoiki.
Pojęcie "słoik" ma w Wwie zdecydowanie negatywny wydźwięk. Oznacza osobę przyjezdną, która:
- wychowała się gdzie indziej (czytaj - na prowincji),
- mieszka w stolicy, bo po studiach znalazła tam pracę,
- nie identyfikuje się z problemami "prawdziwych" mieszkańców miasta,
- często zameldowana jest w swojej dawnej pipidówie (i tam płaci podatki),
- zabiera "prawdziwym mieszkańcom" miejsca w przedszkolach, przestrzeń w komunikacji miejskiej, spokój w parkach itd,
- masowo opuszcza stolicę w weekendy czy w przeddzień świąt, by powrócić z torbą albo bagażnikiem wypakowanym słoikami z wałówką od mamy...
Słoiki nie są lubiane. Wysyłane do towarzyskiego getta moszczą się tam, odnajdując w swojej słoikowej kaście namiastkę bezpieczeństwa na wygnaniu. Mur rośnie.
Konkursowy werdykt podgrzał atmosferę. Dotychczasowe animozje wybuchły z nową silą.
A warszawskie Osobistości właśnie zaprzepaściły szansę - by mur rozbić i ze słoików zrobić - również w sferze emocjonalnej - siłę napędową Wielkiej Warszawy.
By przyjezdni zaczęli z miastem utożsamiać się i tworzyć jego legendę.
niedziela, 12 maja 2013
Świnka Piggy kontratakuje. Jak podkręcić program restauratorki negatywnymi emocjami?
Ona naprawdę kojarzy mi się ze świnką Piggy (oryg. Miss Piggy) z Muppet Show. I to wcale nie za sprawą tuszy. Raczej przez to połączenie blondloków z charakterystyczną mimiką, ekspresją/pretensjonalnością i emocjami. U świnki z kukiełkowego show Hensona była to miłość do Kermita, u znanej restauratorki firmującej popularny program telewizyjny są to emocje różnorakie. Ale na pewno wielkie.
Nasza Miss Piggy stała się ostatnio bohaterką wielkiej medialnej afery, mocno eksponowanej przez Gazetę Wyborczą. Afery, którą można streścić tak: "telewizyjna gwiazda awanturuje się w hotelu, poniża personel i w ogóle zachowuje się chamsko".
Oczywiście, kolejne teksty wywołują lawinę komentarzy (w większości zdecydowanie nieprzychylnych Miss Piggy). A najśmieszniejsze jest to, że komentujący kompletnie nie zdają sobie sprawy z tego, że są wkręcani w sprawną PR-owską akcję.
Nasza Miss Piggy stała się ostatnio bohaterką wielkiej medialnej afery, mocno eksponowanej przez Gazetę Wyborczą. Afery, którą można streścić tak: "telewizyjna gwiazda awanturuje się w hotelu, poniża personel i w ogóle zachowuje się chamsko".
Oczywiście, kolejne teksty wywołują lawinę komentarzy (w większości zdecydowanie nieprzychylnych Miss Piggy). A najśmieszniejsze jest to, że komentujący kompletnie nie zdają sobie sprawy z tego, że są wkręcani w sprawną PR-owską akcję.
czwartek, 2 maja 2013
Jak zarobić na własnym video? Świetny manewr wzmacniający pozycjonowanie marki i 170.000 złotych budżetu na jeden odcinek offowego serialu
Vimeo rozpoczęło intensywne promowanie usługi On Demand. Bardzo zmyślny koncept, a przy okazji doskonały wzór do naśladowania: "jak wywęszyć społeczne nurty i wyjść naprzeciw potrzebom, przekuwając to w atrakcyjny produkt".
środa, 1 maja 2013
Polo TV. Profesjonalizm
Leniwe popołudnie na kanapie. Na jednym z przerzucanych kanałów znajoma twarz. Kanał to discopolowa POLO TV, a twarz? No właśnie... Skąd znam tego człowieka? Aaaa, no przecież - jeden z poznańskich Żuków - Michał Gielniak. To zaskoczenie, nie wiedziałem, że oprócz pracy z Żukami realizuje się również w branży disco polo (której przecież nie śledzę, bo to nie moja bajka). Swoją drogą - rzetelna piosenka, zgodna ze stylistyką - naiwna tekstowo i prosta muzycznie.
To zaskoczenie Gielniakiem skłoniło mnie do poświęcenia POLO TV kolejnych kilkudziesięciu minut. Gratuluję. Bo to dobra telewizja muzyczna.
To zaskoczenie Gielniakiem skłoniło mnie do poświęcenia POLO TV kolejnych kilkudziesięciu minut. Gratuluję. Bo to dobra telewizja muzyczna.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Inteligentny. Bardziej
Biorąc pod uwagę ujemną ewolucję poziomu intelektualnego społeczeństw, wynikającą z postępu ułatwiających życie technologii, na takie pytanie:
Należałoby odpowiedzieć:
TAK, nawet bardziej od Ciebie!
wtorek, 23 kwietnia 2013
Święty Marcin. Nie eventem go, a elementarnym kapitalizmem.
Agonię ulicy Święty Marcin widzą wszyscy. Oblepione ogłoszeniami "do wynajęcia" witryny pustych sklepów, opaprane sprajami bramy, śmieci, gruba warstwa piacho-pyłu, unosząca się przy każdym podmuchu wiatru. Kolorystyczna pstrokacizna niegustownych reklam sklepów z używaną odzieżą i przybrudzone barwy logotypów banków, a nawet świeżo posadzone bratki, nie są w stanie odwrócić uwagi od wszechobecnej szarości. I nie jest to szlachetna szarość solidnej murowanej miejskiej tkanki, tylko depresyjna szarość umierającego miasta.
Ulicę Święty Marcin ma uratować oddolna inicjatywa grupy miejskich idealistów, przy delikatnym wsparciu animatorów kultury z Centrum Kultury Zamek.
To nie ma prawa się udać.
Ale można inaczej.
Poczekaj cierpliwie do końca tekstu - będzie recepta.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Gienek. Jak tysiące Gienków w USA
Posłuchałem sobie płyty Gienka Loski - Białorusina wsławionego występami w telewizyjnych show dla debiutantów. Przed dwoma laty Giennadij wygrał polską edycję programu X Factor. Słusznie, należało się, bo wartościowym wokalistą jest (chociaż przyklejanie doświadczonemu muzykowi łatki debiutanta było lekkim nadużyciem - ale to już inna sprawa).
Płyta DOM (premiera była kilka dni temu) jest banalna. Banalnie tradycyjna, banalnie przewidywalna, banalnie zagrana. Jak jakieś 150.000 podobnych płyt ukazujących się co roku za oceanem.
Rzecz w tym, że tam takich Gienków jest 150.000, a u nas - jeden. W dodatku - zaimportowany. Jednym słowem - towar deficytowy.
Płyta DOM (premiera była kilka dni temu) jest banalna. Banalnie tradycyjna, banalnie przewidywalna, banalnie zagrana. Jak jakieś 150.000 podobnych płyt ukazujących się co roku za oceanem.
Rzecz w tym, że tam takich Gienków jest 150.000, a u nas - jeden. W dodatku - zaimportowany. Jednym słowem - towar deficytowy.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Wspaniałe samochody, piękne dziewczyny. I niesmak
To takie typowe podczas imprez targowych. Ekspozycja ze skomplikowanymi obrabiarkami, nowymi wzorami płytek ceramicznych, nowoczesnymi maszynami do udoju. A obok - smukłe, starannie umalowane, z przyklejonymi uśmiechami hostessy. Ich obecność ma osłodzić oglądanie kompletnie nieatrakcyjnych wizualnie przedmiotów.
W przypadku targów motoryzacyjnych chodzi o podkreślenie/uzupełnienie urody nowoczesnych pojazdów.
Kolejne targi za nami. Kolejne targi i... kolejne smutne spostrzeżenia.
wtorek, 26 marca 2013
Chiny. Państwo Środka. Środka świata
Opowieści o wzrastającej potędze Państwa Środka właściwie nam spowszedniały. Do tego stopnia, że nie robi na nas wrażenia, kiedy słyszymy po raz kolejny o chińskich inwestycjach w Europie i Ameryce, o kredytowaniu przez chińskich bankierów nieudolnych polityków starych demokracji, o chińskiej ekspansji w Afryce, o skazanych na porażkę próbach obrony rodzimych producentów przed zalewem tańszej chińszczyzny.
Przywykliśmy. I zapomnieliśmy o tym, że świat się zmienia.
Do porządku przywołać nas może jednak rzut okiem na mapę. Chińską mapę.
Przywykliśmy. I zapomnieliśmy o tym, że świat się zmienia.
Do porządku przywołać nas może jednak rzut okiem na mapę. Chińską mapę.
poniedziałek, 25 marca 2013
Ludzie Zachodu chowają pieniądze przed państwem. My się państwa nie boimy
Już nie tylko Cypryjczycy, ale i Hiszpanie boją się uszczuplenia przez państwo co większych oszczędności, dlatego likwidują depozyty w bankach i zakładają mniejsze lokaty - do 100.000 euro. Odpowiedniej rangi unijni urzędnicy zapewniają, że na oszczędnościach do tej kwoty nikt łapy nie położy.
Tylko czekać, aż podobną strategię obiorą mieszkańcy innych państw Zachodu (świadomie używam tego nadal aktualnego moim zdaniem podziału). Nie łudźmy się, w końcu nawet najbardziej świadome, odpowiedzialne i uporządkowane germańskie społeczeństwa zaczną powątpiewać w lojalność państwa. I na wszelki wypadek zabezpieczą swoje uciułane dziesiątki tysięcy euro.
A co z Polską?
Tylko czekać, aż podobną strategię obiorą mieszkańcy innych państw Zachodu (świadomie używam tego nadal aktualnego moim zdaniem podziału). Nie łudźmy się, w końcu nawet najbardziej świadome, odpowiedzialne i uporządkowane germańskie społeczeństwa zaczną powątpiewać w lojalność państwa. I na wszelki wypadek zabezpieczą swoje uciułane dziesiątki tysięcy euro.
A co z Polską?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













