...ale oczywiście wyznawcom nie będzie to przeszkadzało. Ba! Nawet nie skojarzą faktów i czasów, nie przeprowadzą najprostszego logicznego wywodu.
Bo tu nie chodzi o słuchanie i niezależne myślenie. Tu chodzi o wiarę i wyławianie z powodzi słów tych zdań, które pasują do głównej narracji politycznej. Akurat z ostatniego przemówienia premiera wyznawcy wyłowili zapewnienie o tym, że z UNIĄ (tą wstrętną, fe), DA SIĘ WYNEGOCJOWAĆ lepsze warunki. Bo przecież wstaliśmy z kolan.
No dobra, ale gdzie ta zdrada?
Fakty są takie:
- premier Mateusz Morawiecki wielokrotnie dawał do zrozumienia, mniej lub bardziej dosłownie, że czas między 1989 a 2015 rokiem był czasem zdrady polskich interesów, ubezwłasnowolnienia Polski, unijną wasalizacją, wystawieniem narodowego majątku na rabunek dokonany przez globalne korporacje, wielkim oszustwem popełnionym na jej obywatelach,
- premier Mateusz Morawiecki przypomina teraz, że brał udział (ba! nawet podkreśla swoją istotną rolę) jako urzędnik państwowy w negocjacjach przed-unijnych jakieś 20 lat temu (czyli w roku 1998).
Wniosek:
- premier Mateusz Morawiecki przyznaje, że miał udział w kreowaniu polityki państwa, którą teraz publicznie krytykuje mówiąc, że była prowadzona na szkodę Polaków (czyli własnego narodu, do którego przywiązanie tak chętnie akcentuje).
Ergo:
- premier Mateusz Morawiecki mówi z dumą (sic!), że zdradzał swoich rodaków.
Ale czy ktoś zwraca na to uwagę?
(fot. Krystian Maj / KPRM, za: www.kprm.gov.pl)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz