I co? Lekki szok, prawda? Nagle okazało się, że w sklepach może zabraknąć trywialnych artykułów, że bankomaty mogą odmówić współpracy (a zresztą - po co gotówka, skoro w sklepach nie można kupić), że można z dnia na dzień zamknąć granice, zatrzymać działalność gospodarczą...
Koronawirus ma na pewno jedną zaletę - pokazuje nam, co może się wydarzyć. Ostrzega.
W 2020 roku w Polsce niewielu ludzi pamięta już koszmar wojny. Opowieści o realnym, obezwładniającym głodzie, o braku dachu nad głową, wygnaniach, o totalnej dewaluacji dóbr materialnych (rodowe srebra za bochenek chleba)... My już po prostu nie wiemy - jak się żyje podczas wojny. I nawet nie chodzi o represje ze strony wroga: więzienia, obozy, masowe mordy.
Chodzi „tylko” o zburzenie tego zwykłego, rutynowego życia. Może właśnie w ten sposób (czyli odbierając codzienny komfort zasiedziałemu społeczeństwu z bogatej Europy) będzie walczył współczesny agresor.
Teraz mamy okazję posmakować tej ewentualnej destrukcji. A dzięki temu - poczuć realne zagrożenie i pozwolić sobie na refleksję.
Zacząć wreszcie poważnie myśleć o tym, że pokój nie jest nam dany na zawsze. I że od władz państwowych należy wymagać rzetelności i skutecznych działań pozwalających na uniknięcie najgorszego...
Może koronawirus będzie szczepionką na chorobę obywatelskiej obojętności? Przynajmniej dla niektórych?
(Na zdjęciu: Plac Zamkowy w Warszawie w 1945 r., źródło: Wikipedia)

Jakub, trafiłeś w sedno...ludzie zagonieni przez "Korpokracje" zatracili samokontrole i odpowiedzialność....
OdpowiedzUsuń