Rodzice obu tych przedsięwzięć żyją, mają się dobrze i niech tak będzie. Ale my - Wielkopolanie, zostaliśmy tak trochę osieroceni. W każdym razie - pozbawieni symboli...
Kupowałem jakąś książkę w Starym Browarze. Na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło. (Chociaż nie, zmieniło się. Do portfolio sklepów znanych marek i kameralnych, drogich butików, dołączył sieciowy sklep budżetowej sieci obuwniczej CCC. Co będzie następne? Pepco? Biedronka?...)
Ale Stary Browar bez Grażyny Kulczyk to już nie jest TEN Stary Browar. A Solaris bez małżeństwa Olszewskich to już nie jest TEN Solaris.
Doskonale pamiętam moment otwierania Starego Browaru (tzn. pierwszej części). Pamiętam, jak ważne to było wydarzenie, z jakim uznaniem Poznań witał imponujący obiekt. Wtedy jeszcze małżeństwo Kulczyków trzymało się razem, a Jan Kulczyk nie był krytykowany za niejasne interesy z państwem. A afera o zbyt tanio sprzedany grunt pod budowę Starego Browaru wybuchła o wiele później.
Kulczykom oczywiście wszyscy zazdrościli majątku i rozmachu, po cichu plotkowali "jaki to Jan ma talent do zaprzyjaźniania się z najważniejszymi VIPami i jaka ta Grażynka jest bezwzględna w interesach". Jednocześnie - wszyscy pragnęli choć chwilkę poogrzewać się w ich blasku na rautach, koncertach i wernisażach. Dla mieszkańców Poznania (szczególnie tych aspirujących do klasy średniej) Stary Browar stał się namiastką "własnego miejsca", opromienioną w dodatku sławą i autorytetem właścicieli. Na dodatek SB stał się modnym miejscem, rozpoznawanym w kraju i Europie. Zatem - duma.
Tak samo Solaris. Fabryka, która właściwie wzięła się z branżowych umiejętności p. Olszewskiego, managerskiego talentu jego żony i ich wspólnego (prywatnego!) majątku. Olszewscy byli zdecydowanie mniej rozpoznawalni i nie tak pożądani jak Kulczykowie, ale imponujące efekty ich pracy przyprawiały nas wszystkich o dumę. Jakbyśmy sami byli udziałowcami zakładu i jakby kolejny udany kontrakt na setki autobusów dla kolejnego wielkiego miasta miał przynieść nam namacalną dywidendę. Kontraktów była cała masa, dywidendy (dla nas) oczywiście nie było. Ale nasze samopoczucie było doskonałe. A duma z "naszych autobusów" rosła.
A teraz?
Teraz Stary Browar jest po prostu nieco lepszym centrum handlowym - nadal dobrze utrzymanym, nadal goszczącym dobre sklepy. Ale z kompletnie anonimowym, bezosobowym właścicielem. Nawet nie wiem jak się nazywa fundusz, który kupił SB od Grażyny Kulczyk. O inwestorze, który przejął Solarisa z rąk pp. Olszewskich wiem ledwie tyle, że jest z Hiszpanii i liczy się w branży transportowej.
Teraz na losy Starego Browaru patrzę raczej z obojętnością. To znaczy - dobrze, że ktoś dba o ten obiekt i że nie ma powodu do wstydu. A doniesień o kolejnych dobrych kontraktach Solarisa nawet nie zauważam, jakby wyłączyła mi się ciekawość... Wiem tylko, że fabryka działa i to wystarcza. Ludzie mają pracę, to ważne.
Ale kto mi, ziomkowi z Poznania, z Wielkopolski, zapewni teraz dopływ regionalnej dumy???

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz