Polacy umierają. W aptekach brakuje leków, niezbędnych w terapiach wielu poważnych (w tym - śmiertelnych) chorób. Pacjenci są przerażeni. A winna temu wszystkiemu jest władza, czyli szeroko rozumiany rząd prawicy, przede wszystkim PiS.
Stratedzy opozycji z desperacją chwycili się tego tematu, podobnie jak kwestii "powszechnej drożyzny", widząc w nim (słusznie) mocny oręż w walce o władzę. To, że brak leków w aptece nie ma związku z władzą PiS, nie ma już znaczenia.
Kiedyś może bym się tym przejmował, zżymał się na manipulowanie opinią publiczną. Teraz jednak doceniam - PO, a szerzej opozycja, wreszcie przestała się cackać. Robi dokładnie to, co wcześniej robił PiS. I słusznie.
Przypisywanie PiS-owi winy za brak leków w aptekach jest równie uzasadnione, jak przypisywanie Tuskowi winy za klęskę suszy miażdżącą polskich plantatorów.
Myślę, że nie ma w Polsce ani jednego eksperta, który naprawdę wierzyłby w możliwość uzdrowienia służby zdrowia (a jeżeli tak mówi - to udaje albo kłamie w żywe oczy w imię jakichś bieżących interesów). Tego po prostu NIE DA się zrobić. W grę wchodzą zbyt duże pieniądze, zależności, zbyt wielką siłą dysponuje komercyjna branża medyczna (dyktująca ceny medykamentów i technologii medycznych), żeby ten biznes dało się zoptymalizować.
Im więcej pieniędzy (czyli % PKB) zostanie przeznaczonych na publiczną służbę zdrowia - tym więcej pieniędzy zostanie wydane. I znów będzie brakowało. Bo biznes medyczny musi zarabiać.
Niektórych naiwni mogą powiedzieć - przecież administrujący publicznymi pieniędzmi na zdrowie mogą wymusić na podmiotach komercyjnych lepsze stawki, niższe ceny, korzystniejsze warunki...
Tylko pozornie. Bo podmioty w tej branży są na tyle silne, że po prostu mogą sobie pozwolić nawet na zablokowanie dostaw na blisko 40-milionowy rynek. A na to nie może sobie pozwolić żaden minister, z żadnej partii.
Podobnie z biznesem lekowym.
Jasne, administracja państwowa ma wpływ na rynek, sterując listami leków refundowanych. Ale i tu jest skazana na porażkę. Po drugiej stronie jest zbyt silny przeciwnik i zbyt wielkie pieniądze.
Czy po stronie państwowej będzie nieco bardziej liberalny urzędnik bliższy PO, czy etatystyczny ortodoks ze stajni PiS - efekt będzie ten sam. To znaczy karty będzie rozdawał kto inny.
Więc przypisywanie winy za brak leków w aptekach politykom jest kompletnie bez sensu.
Ale cieszę się, że w politycznej bitwie użyto tego argumentu. Opozycja obarczyła winą rząd, ten - próbuje się jakoś bronić, ale zwykły Kowalski sam widzi - pani magister w aptece w odpowiedzi na przedstawioną receptę rozkłada ręce.
Rząd nie miał brak leków wpływu, ale Kowalski wie lepiej... A narracja opozycji go w tym przekonaniu utwierdza.
Nie współczuję PiS-owi. Sam zaczął.
Więc teraz - niech zbiera owoce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz