środa, 3 kwietnia 2019

Kirszenbaum - postfolk na trudne czasy

Zauroczyli mnie. Takie zaciekawienie zwykle wywołują artyści, którzy po pierwsze mają coś do powiedzenia, po drugie - potrafią to ubrać w niebanalną formę, po trzecie - są spójni, a ewentualne niedoskonałości warsztatowe nie ograniczają ekspresji i przekazu. Po prostu sztuka.

Ledwo co ukazała się płyta tego duetu, zatytułowana "Stypa komedianta". Nie wiem, czy zasugerowałem się krakowskim pochodzeniem zespołu, czy to zasługa zręcznej stylizacji, ale ta post-folkowa muzyka aż kipi post-multikulturowością.





Dlaczego "post"? Bo typowe multikulti wyobrażam sobie jako pokojowe współistnienie wielu tradycji i kultur w obrębie jednej państwowości, no i oczywiście powstawanie nowej kulturowej jakości - wspólnego mianownika, ale jednak pozwalającego na równoległe istnienie wyodrębnionych tożsamości.

Kirszenbaum w warstwie muzycznej pokazuje chaos. A raczej recykling wątków zabranych ze śmietnika historii (bo przecież brutalna, zglobalizowana współczesność odcięła nas od korzeni) swobodnie, domowym sposobem, połączonych w jakiś prymitywny, ale świetnie kręcący się mechanizm. Jest w tej muzyce niepokój, zadziorność, czasem nawet brutalność. Taka agresja będąca krzykiem rozpaczy... A jednocześnie - wielka muzykalność, wyczulenie na barwę i pełna kontrola nad aranżacją. 

Literacko - mistrzowskie (nie boję się użyć tego słowa) operowanie frazą, z rytmem i brzmieniem słów doskonale dopasowanymi do muzyki. Do tego narracyjne perełki i momentami psychodeliczne klimaty. Świetna sprawa.

Płyta "Stypa komedianta" duetu Kirszenbaum szybko się kończy. Chętnie posłucham na żywo.

(zdjęcie - materiały Karrot Kommando)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz