Kora, legenda polskiej muzyki, zachorowała. Nowotwór zaatakował ją tak, jak atakuje tysiące innych kobiet. Życzę Korze wygranej - jak każdemu, kogo dotknęła ta straszna choroba.
I jednocześnie odczuwam niesmak związany z "ogrywaniem" tego faktu. Takim marketingowym ogrywaniem.
Wspaniale, gdy osoby ciężko doświadczone chorobą szczerze o niej mówią. Dają w ten sposób świadectwo, dają nadzieję innym chorym, przestrzegają tych, którzy lekceważą ryzyko.
Czasem są to "zwykli śmiertelnicy" - na przykład Amazonki z cudownej sesji zdjęciowej pokazującej, że amputacja zniszczonej rakiem piersi nie jest końcem życia (czytaj: http://paluszkiewicz.blogspot.com/2011/10/piersi-w-przestrzeni-publicznej-geboki.html).
Czasem są to celebryci, którzy za pośrednictwem telewizji i prasy mogą dotrzeć ze swoim przesłaniem do dużej grupy.
Wyznania Kory i jej męża Kamila Sipowicza było jednoznacznym ucięciem spekulacji, a jednocześnie - publicznym podniesieniem rzuconej rękawicy. Z wokalistką z pewnością będzie utożsamiać się niejedna Polka.
Mam jednak problem z telezabawą o nazwie Must Be The Music. Kora jest tam jurorem. Przez dłuższy czas nie było wiadomo, czy będzie mogła wziąć udział w kolejnej edycji.
Ostatecznie - bierze udział. Doskonale. Jak tysiące innych chorych, którzy w ramach pojedynkowania się z rakiem nie zamierzają rezygnować z życia zawodowego i chcą być traktowani jak... chorzy, a nie umierający. Możliwość kontynuowania pracy ma ogromne znaczenie dla psychiki.
Problem w tym, że o raku Kory równie chętnie mówi zatrudniająca ją telewizja. Zapewniając o wyjątkowych warunkach, jakie stworzono dla chorej gwiazdy. Między słowami podkreślając swoje zasługi. No i... zapowiadając show. Bo czyż nie będzie wyciskającym łzy z oczu show oglądanie zmęczonej cierpieniem kobiety, jeszcze do niedawna kojarzonej z demonstracyjną witalnością?
A może się czepiam? Może po prostu tak jest w show-businessie? Że bycie gwiazdą/celebrytą ma swoją cenę? I nie ma się co czepiać telewizji?
W końcu "show must go on", prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz