Osama Bin Laden nie żyje.
Facet (tak przynajmniej twierdzą wywiady większości cywilizowanych państw) miał na sumieniu tysiące istnień ludzkich - głównie niewinnych ofiar zamachów terrorystycznych. Był więc przestępcą, którego cywilizowany świat powinien powstrzymać i ukarać.
To nie budzi wątpliwości.
Ale czuję się dziwnie. Głównie za sprawą względności prawa i względności, hmmm, zdobyczy cywilizacyjnych. Takimi zdobyczami jest moim zdaniem między innymi trójpodział władzy, ze szczególnym naciskiem na WŁADZĘ SĄDOWNICZĄ. Z tak piękną tradycją, regułami, casusami, procedurami - wykładanymi w najznamienitszych uczelniach świata.
Tutaj tymi tradycjami i regułami chyba nikt specjalnie się nie przejmował.
Obama powiedział - "zastrzelić Osamę". Więc fantastycznie wyszkoleni chłopcy spod gwiaździstego sztandaru wzięli i zastrzelili. Po czym zwiali. Bo strzelali nie na swoim podwórku.
Przywódca i guru terrorystów nie zginął w walce. Był nieuzbrojony, o czym donoszą sami Amerykanie, przyznając w ten sposób, że de facto była to egzekucja.
Egzekucja bez sądu, bo - by nie dopuścić do tego, by OBL stał się męczennikiem - należało go zlikwidować, a nie przetrzymywać/sądzić. Czyli - w imię światowego pokoju.
Ale w końcu "nie takie rzeczy robiliśmy już w imię światowego pokoju", więc nikt nie powinien się dziwić.
Nie dziwię się. Domyślam się, że działania sił specjalnych, wywiadów, kontrwywiadów itp tajnych, niezależnych od nikogo, formacji - zawsze były, są i będą między innymi właśnie pasmem takich nieformalnych egzekucji, zamachów upozorowanych na katastrofy, morderstw udających wypadki. Tak już jest...
Ale jednak dziwię się, że funkcjonariusze administracji USA z takim luzem i bez najmniejszego szczypania się, komunikują, że zabili bezbronnego faceta w piżamie. Bez cienia udawania - że skaleczył się i zatruł tężcem, że zaszkodziło mu nieświeże jedzenie albo umarł na nerki. Albo że strzelał do próbujących pojmać go (na zlecenie amerykańskiego sądu) żołnierzy i ci rąbnęli go w obronie własnej.
Byłoby to kłamstwo, niewątpliwie. Ale może choć chwilę dłużej wierzylibyśmy w państwo prawa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz