Kiedy wyciągałem ze skrzynki kopertę z nadrukiem Urzędu Skarbowego, poczułem lekki ucisk w żołądku*. W kopercie znalazłem pismo (nasz znak-wasz znak) podpisane przez Pana Magistra Oskarżyciela Skarbowego efektownym zawijasem. W piśmie Pan Magister Oskarżyciel Skarbowy twierdzi że moje straszliwe kłamstwo w deklaracji VAT-7 w gruncie rzeczy nie było aż takie straszne.
I że on mi to kłamstwo (ten straszny czyn ujawniony przeze mnie samego w piśmie wyjaśniającym) daruje i nie będzie wszczynał...
Nie ukrywam, bardzo mnie to ucieszyło.
Problem w tym, że za cholerę nie pamiętam:
- w jaki sposób skłamałem w złożonej prawie rok temu deklaracji,
- co wyjaśniałem w złożonym w lutym piśmie.
Chociaż, może lepiej nie dociekać. Ważne, że Oskarżyciel wybaczył...
----------
* To chyba taki odruch człowieka pamiętającego komunę - mimo przestrzegania wszelkich możliwych przepisów jakoś mrozi mnie korespondencja z US, ZUS, GUS i innych podobnych instytucji. Wiem, urzędy są po to, żeby nam - przedsiębiorcom służyć, pomagać i życzliwie traktować. Nie powiem - mam z nimi raczej miłe doświadczenia. Czasem poproszą o jakieś wyjaśnienie, czasem rozbrajająco powiedzą, że nie ma odpowiednich procedur, ale żebym się nie przejmował bo i tak mi nic nie zrobią, czasem przyślą jakieś niezrozumiałe (dla mnie i dla siebie samych) pismo. Słowem - niegroźna normalka. Żadnych procesów administracyjnych, skarbowych etc.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz