Miałem 14 lat. I żeglarstwo pochłonęło mnie bez końca. Fascynacja charakterystyczna dla nastoletniego wieku, bakcyl połknięty na skutek wyjątkowego zbiegu okoliczności. Najpierw spontaniczna propozycja ciotki - by spędzić z kuzynkami kilka dni wakacji w skromnym nauczycielskim ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem, potem przypadkowa wizyta u szkolnych kolegów kuzynki, spędzających czas na przystani żeglarskiej w sąsiednim ośrodku, później równie przypadkowa i spontaniczna "przejażdżka" omegą - z jednego ośrodka do drugiego. Wreszcie - możliwość skorzystania z wolnego miejsca na obozie żeglarskim tego klubu... Wsiąkłem.
Zaraziłem się na wodach Jeziora Budziszewskiego, pod Skokami.
